~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
895. Carry on!...

  

Co by, zapewne słusznie, nie powiedzieć – przy wszystkich moich złych nawykach, zahamowaniach, manieryzmach – miniony rok, tragicznie przecież się zaczynający, był jednak najbardziej pogodnym, odnotowującym drobne smaczki życia, obfitym w nowe doświadczenia i podróże, ubarwionym zdjęciami, wreszcie zaś – najbardziej rozerotyzowanym (już nie tęskniącym platonicznie za Jedynym, a wyłapującym żądnym wzrokiem każdy towar, który znalazł się w polu widzenia) rozdziałem tej tu pisaniny. Oceniam to nie samo w sobie, lecz jako proces przemiany – a postęp, co cieszy, jest duży…

  

„Wiele rozgrywa się w myślach i wzbogaca człowieka, część należy jednak czynnie wprowadzić w czyn”

            [Elfriede Jelinek, Wykluczeni. Przeł. A. Majkiewicz i J. Ziemska].

  

Żeby przyspieszyć i działać, zaczynam sam sobie stawiać zadania. Zapisuję strony w kalendarzu, kolejne punkty, drobne sprawy, o których należy pamiętać. To zrobić, nad tym się zastanowić, to załatwić – część od razu, inne do końca tygodnia, resztę później, możliwie do czerwca.

W poniedziałek, korzystając z życzliwych sugestii, nowe CV – z pojedynczych kiedyś skromnych linijek nagle się zrobiły teraz aż dwie strony; dziwię się wręcz (tak to bogato wygląda), że coś jednak w swym życiu zrobiłem, jak korzystnie też umiem się sprzedać. Wczoraj list z ofertą współzamieszkania (i odpowiedź, co nie pozbawia nadziei). Dzisiaj zakup tak odkładanego gadżetu. A do tego planowanie już krakowskich spotkań – w marcu, na przełomie kwietnia-maja – rezerwacje na apartamenty; myśl o Anglii (znów zagraniczne wakacje), szukanie lekarstw, kalkulacje: co, ile i kiedy…

Po raz pierwszy przyszłość nie jest białą plamą – coś widnieje w tej mgle, coś jest już ustalone. Idę coraz szybciej po tej drodze, zaliczając kolejne etapy…

  

środa, 19 stycznia 2011, alexanderson
homo,Jelinek_Elfriede
Komentarze
Gość: taki.jeden.ludź, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/01/20 01:06:45
bardzo, bardzo fajnie brzmi to, co piszesz i cieszy mnie jako kogoś, kto przez chwilę obserwował Twoje problemy a sam zmaga się z własnymi (po części podobnymi...) - zatem wiem, jak trudno przychodzą zmiany i jak bardzo liczy się i przynosi ulgę każdy sukces na drodze wychodzenia z tego rodzaju trudności i dochodzenia do siebie: do lepszego samopoczucia i większej niezależności życiowej...

ja aktualnie również "przerabiam" podobne kwestie do Ciebie, ale idzie mi ciągle kiepsko, choć w sumie razem doceniam też własne wysiłki i nie robię sobie wyrzutów... :-) trzymam za Ciebie kciuki... ;-) poza tym myślę, że Twój prawdziwy i największy, w moich oczach godny szacunku sukces, to właśnie każdy konkretny krok w kierunku Twojego zrealizowania się w życiu w sposób zbliżający Cię do życia wolnego, niezależnego, takiego, które zaspokaja Twoje potrzeby i pragnienia, wnosi coś dobrego innym i jednocześnie daje Ci szansę egzystencji pośród ludzi, którzy potrafiliby Cię lepiej zrozumieć, uszanować i okazać Ci ciepło i przyjaźń... - gdyby był konkurs w tym obszarze, to uwzględniając to, co w ostatnim roku osiągnąłeś - ja bym na Ciebie zagłosował! :-)

pozdrawiam - taki.jeden.ludek... :-)

-
Gość: gerontion, *.bb.sky.com
2011/01/20 13:58:02
brawo!

widzę sporo analogii do 'mojego' minionego roku, viva la organizacja pracy i viva przemiany :)
-
Gość: porta, *.ists.pl
2011/01/20 21:06:49
"Towar"... obrzydliwe...
-
2011/01/21 08:57:20
porta:
Masz rację. Ale w ustach kogoś, kto nigdy nawet nie pocałował drugiego mężczyzny, trudno traktować to wyrażenie dosłownie i serio. "Zaliczam" ich poprzez samo dostrzeżenie - jest to dla mnie pozytywny sygnał, przejaw pewnych budzących się od stosunkowo niedawna potrzeb (bo kiedyś byłem "nieczuły" nawet na to)...
taki.jeden.ludź i gerontion:
Oby te przemiany następowały i przyspieszały - u nas wszystkich!... :-)
-
Gość: taki.jeden.ludź, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/01/21 12:10:09
@alexanderson
w moim przypadku chodzi głównie o kwestię pełnego usamodzielnienia się życiowego i emocjonalnej niezależności... to jest moja ogromna trudność a podstawową przeszkodą są problemy lękowe (plus depresyjne, nieco mniejsze) na tyle silne, że całymi latami (z przerwami) nie do przezwyciężenia... a mimo to miałem też lepsze okresy i całkiem dobre samopoczucie i funkcjonowanie w życiu - dlatego walczę i wierzę, że po raz kolejny uda mi się jeszcze do tego powrócić i osiągnąć ponownie jakiś zadowalający poziom życia i dobre samopoczucie... :-)

w tym kontekście też, myślę że może łatwiej możesz mnie zrozumieć, dlaczego wkurza mnie takie cyzelowanie i celebrowanie w imię literatury, jak mi się zdaje (i z ambicją na bloga roku czy czegoś tam...) w nie całkiem naturalny/bezpośredni sposób... głównie tego, co stanowi naszą słabość i trudność... tak, że sprawia to wrażenie pogrążanie się w jakimś wciągającym nas bagnie i kojarzy się niemal z uzależnieniem nałogowca, który w ten sposób robi sobie dobrze zaspokajając sztucznie i w niezdrowy sposób swoje również sztuczne i wydumane, chorobliwe ambicje... zamiast starać się raczej zbliżać do prawdziwego życia i szczerego, bezpośredniego wyrażania siebie w prawdziwy i naturalny sposób, dzieląc się z drugim człowiekiem w prosty sposób prawdą o sobie, zmierzając ku lepszemu zdrowiu i samopoczuciu...

sorry, jeśli trochę się powtarzam, ale chciałbym zostać przez Ciebie dobrze zrozumiany... :)