~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
900. A financial strategy...

  

Ostatni dzień stycznia. Za miesiąc kończy mi się umowa-zlecenie. Ile to już razy zapowiadałem tutaj koniec – stażu, kolejnego okresu w swojej pracy? Były trzy takie punkty graniczne – teraz zaś staję u progu czwartego. Mam podstawy przypuszczać, że po osiemnastu miesiącach w firmie zaproponują mi wreszcie etat i stanowisko. Sęk w tym, że mnie interesują tylko trzy dodatkowe miesiące – nie dłużej. Pozwoliłyby one załatać kilkutysięczny deficyt w niedomykającym się na razie założeniu budżetowym. Swoje plany już onegdaj dość nieopatrznie tam zdradziłem – jednak bez podawania terminu ich realizacji. I jaką tu teraz przyjąć taktykę działania? Zwlekać do ostatniego momentu z przypomnieniem o sobie i podjęciem rozmów, tak by nie dać im szansy na znalezienie do marca swojego następcy, postawić pod ścianą i narzucić własne warunki? Czy przyjąć ewentualną hojną ofertę i cynicznie nieoczekiwanie zrezygnować z ostatnim dniem maja (wraz z końcem prawdopodobnego okresu próbnego)? I czy w okresie wypowiedzenia nie będzie tkwił jakiś haczyk (choć niby jaki zresztą)? A może już teraz – sondować, próbować, ryzykować, bo przecież w ogóle wcale nie muszą zatrudniać, jeśli upewnią się, że ja wciąż przejściowo tu jedynie?...

Nie wiedząc, ile to jeszcze potrwa, jedno postanowiłem – w tym roku ta przygoda musi się zakończyć. I będzie to (rezygnacja ze stosunkowo łatwej i niekontrolowanej pracy w koncernie o zasięgu ogólnoeuropejskim w imię iluzorycznego marzenia o warszawskiej samodzielności bez rodziców i potencjalnego przedłużającego się bezrobocia) kolejne z największych głupstw, jakie w życiu popełniłem…

 

poniedziałek, 31 stycznia 2011, alexanderson
Tagi: praca
praca
Komentarze
2011/02/01 00:34:48
Za głupstwa, Alex, toast coca colą. :)
-
Gość: s., *.newt.cable.virginmedia.com
2011/02/01 01:12:08
A brałeś pod uwagę inną opcję: ciągle pracując w starym miejscu szukać pracy w Warszawie? Bo tak rzucić wszystko po to, żeby w kilka miesięcy "przejeść" oszczędności w stolicy i znaleźć się w punkcie wyjścia...
-
Gość: taki.jeden.ludź, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/02/01 02:12:40
uważam, że kombinujesz w sposób, który może się skończyć dla Ciebie kiepsko - to niemal jakiś rodzaj autodestrukcji... jak wiemy, to że masz tego typu pracę i dajesz sobie z nią radę a Ona przynosi Ci nie za wielkim kosztem całkiem przyzwoite profity, to... dar losu, nieprawdaż?

wydaje mi się, że będąc w Twojej skórze zachowałbym tę pracę i na razie trzymał się jej... nie wyprowadzałbym się wcale do Warszawy, tylko... do Wrocławia :-) tam bym wynajął sobie jakieś locum i wyprowadził się od rodziców, jednocześnie bajerując ich z lekka i zachowując pewne pozory, ażeby mieć powrót w razie niepowodzenia... :P

gdyby się okazało, że wszystko idzie mi dobrze, daję sobie radę samodzielnie we Wrocku, itd. to wtedy dopiero zacząłbym szukać czegoś w Warszawie... i dopiero kiedy bym znalazł, to podziękowałbym tam, gdzie jesteś obecnie...

a gdyby się okazało, że w Wawie nic mi się nie trafia, albo że w starej pracy i na nowym samodzielnym locum we Wrocku jest mi całkiem fajnie, to w ogóle już bym się do Wawy nie przenosił, bo i po co...? w sumie - wielka i dosyć nudna wiocha, z paroma przyjemnymi zakątkami i stolicznymi udogodnieniami... nic poza tym! jeśli już, to próbowałbym się urządzać w prawdziwej metropolii takiej jak Londyn, na przykład, a nie w mieście, które tylko metropolię z prawdziwego zdarzenia udaje...

podobnie jak s. uważam, że przy Twojej wersji planu odseparowania się, po pewnym czasie możesz wylądować z ręką w nocniku - a po co tak ryzykować...? chyba to wszystko po to, żeby wreszcie było lepiej a nie, żeby się "poślizgnąć" i rozbić sobie tyłek... :-) oczywiście bez ryzyka nie ma życia, ale lekkomyślne lub brawurowe ryzyko może czasami życie, zdrowie, albo szczęście odebrać... ;-)

ciem nie straszem, tylko tak sobie przemyśliwowywyujem... :D
-
2011/02/01 19:07:01
Rozumiem dobrze Wasze argumenty i sam nie jestem wolny od wątpliwości - dlatego napisałem o wielkim "głupstwie". Ale też pamiętam, jak wielokrotnie na tych łamach namawiano mnie do rzucenia wszystkiego i szukania "nowego początku" gdzie indziej. Czuję, że ten czas wreszcie nadszedł, bo tu już nie mogę wytrzymać... Przez całe życie wszystko odkładałem na później (lub samo życie skrywało przede mną pewne obszary, z opóźnieniem dopiero odkrywane). Nie chcę już czekać, nie chcę wciąż przesuwać, bo w ten sposób nic się nigdy nie spełni - chcę wreszcie zacząć żyć!...
Wiem, że ryzykuję, wiem też, jak może być trudno (choć zrobiłem wszystko, by zaoszczędzić nie na kilka miesięcy potencjalnego braku dochodów, ale zabezpieczyć się od razu na cały rok - i chyba tyle już mam). Jestem jednak gotów zapłacić tę cenę, o ile zyskam w zamian coś bardzo dla mnie ważnego - spokój, bezpieczeństwo, poczucie satysfakcji z tego, gdzie jestem, zadowolenie z tego, co widzę wokół siebie. Chcę przynajmniej żyć w miejscu, gdzie czuję się dobrze (nawet gdyby życie samo w sobie miało być dalej smutne, biedne i samotne). Wrocław mi tego nie da (dlatego nie chcę marnować z takim trudem zdobytych oszczędności na półśrodki), natomiast Warszawa - jak najbardziej. Właśnie taka, jaka ona jest - ile by tam jej nie brakowało do Londynu czy Paryża...
A innej pracy rzeczywiście - można szukać już teraz. Jeśli chcecie mi pomóc, poradźcie lepiej, proszę, w jakich obszarach to robić. Co (najchętniej innego, niż dotychczas) mógłbym robić?... :-)
-
2011/02/01 21:47:16
miałem pisać do Ciebie właśnie, ale od wczoraj nieco mi zeszło bo jestem strasznie zawalony pracą. miałem napisać dokładnie (mniej więcej) to samo co dwóch gości powyżej ;)

na twoim miejscu nie rezygnowałbym z obecnej pracy. stwarzał tam pozory, że chcę zostać dłużej aby w razie niepowodzenia nie zostać z niczym. w międzyczasie cały czas szukał czegoś czy to we wro czy w wawce. w przypadku gdy zachodzi konieczność pojechać na rozmowę kwalifikacyjną, wziąłbym dzień wolny i po prostu pojechał. poza tym to normalne, że szuka się pracy nie rezygnując jeszcze z obecnej. pracodawcy to rozumieją jeśli to zaznaczasz od początku i generalnie gdy już dostanie się pracę to zazwyczaj dostosowują się do okresu wypowiedzenia jaki pozostał do przepracowania w starym miejscu.

też próbuję się wyrwać z tego miasta, i myślę, że będzie to kwestia najbliższych miesięcy. celuję chyba bardziej w kraków niż warszawę, bo to za blisko domu. no ale żeby jeszcze ktoś mnie zechciał przyjąć..

powodzenia! :)
-
2011/02/02 08:30:48
Jakbyś jednak decydował się na stolicę, to pamiętaj, że poszukuję współlokatora... :-)