~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
905. A Painting by Spring...

  

Grupka pięciu, sześciu gili baraszkuje na przydrożnych drzewach. Widzę je na żywo bodajże pierwszy raz w życiu – ilustracje sprzed lat, zdjęcia w książkach zatarły się w mej pamięci już na tyle, że nazwa Pyrrhula zdążyła zrodzić jakieś inne, większe nieco, bardziej toporne wyobrażenia. Ale że ja lubię wszelkie wróblowate, bardzo miło było się przekonać, że są właśnie takie. Przelatują mi szybko nad głową, wiercą się, po kolei skaczą po gałęziach. Czerwone koraliki nanizane na jesienny las u zmierzchu zimy. Zaś dziesiątki, setki srok przy torach jak kadry z Hitchcocka…

A we Wrocławiu całkowita bezradność w sklepie, gdy chcę wstępnie przyjrzeć się laptopom (jak tu wybrać coś, o czym pojęcie żadne?), bezowocne szukanie jakiejś torby na ramię, bo w obecnej, ośmioletniej właśnie po raz trzeci pasek się oderwał; zapominam też zajrzeć do Banku, bo wciąż mają stary numer poprzedniego, jeszcze książeczkowego dowodu. Ale za to słońce, lekko podbite fioletem paski chmur u linii horyzontu, błękit nieba – prawdziwie już dzisiaj wiosenne (choć powietrze lute, mroźno niemożebnie). Po raz pierwszy na Malarskiej i na Jatkach; strzelam zdjęcia i zadzieram głowę – nie wracam z pustymi rękoma…

  

      

  

      

  

      

  

sobota, 12 lutego 2011, alexanderson
Wrocław,fotografie
Komentarze
2011/02/15 01:21:25
fajny ten wro. kiedyś z pewnością się w końcu wybiorę ;)
-
2011/02/15 19:36:25
Na krótkie wypady jak znalazł, można się nawet zauroczyć - ale mieszkać na stałe w nim bym nie chciał...