~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
945. Contemptus mundi...

  

Oglądam nagrodzony ubiegłoroczną Złotą Palmą w Cannes film „Wujek Boonmee, który potrafi przywołać swoje poprzednie wcielenia” (Tajlandia’2010; reż. Apichatpong Weerasethakul). Świat duchów i baśni, przenikających się rzeczywistości, świat prawdziwych wspomnień i przeżyć – odchodzący w przeszłość, umierający, zastępowany przez bezduszną fikcję telewizyjnego ekranu, bierne wchłanianie spreparowanych wrażeń, zapominanie tego, co najważniejsze. Kino jako pamięć

Wędrówka przez dżunglę – praeparatio ad mortem, powrót do źródła (jaskini pierwotnego wcielenia), transgresja – kojarzy mi się z podobną sceną w widzianym niedługo przedtem „Lesie w żałobie” (Japonia/Francja’2007; reż. Naomi Kawase): śmierć starca i uśmiech dziewczyny, wyzwolenie i porozumienie dwojga tak sobie obcych, a podobnie uwięzionych w skorupie własnych, tonących w bólu światów…

A na dodatek wczoraj jeszcze „Wiosna, lato, jesień, zima… i wiosna” (Korea Południowa’2003; reż. Kim Ki-duk). Surowa lekcja przeżywania, znaczona błędami droga od egoizmu do altruizmu, kołowrót ludzkiej niedoskonałości, przemijanie i wiecznotrwałość natury. Do kontemplowania, smakowania, podziwiania… Istota wszystkiego w pojedynczych, harmonijnych chwilach…

  

„Żyć nie jest szczęściem. Żyć: nieść przez świat swoje bolesne ja.

Ale być, być jest szczęściem. Być: przemienić się w fontannę, w kamienne naczynie, w które wszechświat spływa jak ciepły deszcz”

                   [Milan Kundera, Nieśmiertelność. Przeł. M. Bieńczyk].

  

wtorek, 17 maja 2011, alexanderson
filmy,Kundera_Milan