~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
971. Cool down...

  

„Czy kiedykolwiek miałem dla ciebie, dla kogokolwiek albo czegokolwiek uczucie, które ludzie ujmują z przepychem w tych sześć ozdobnych liter? Szczerze mówiąc, nie wiem. Wątpię. Zamiast zdolności do prawdziwego kochania, na chrześcijański, pogański albo inny sposób, zawsze znajdowałem w sobie tylko jakąś serdeczność bez wyraźnego sensu ani celu: współczucie wybuchające nagle na widok zapłakanego pięciolatka, kudłatego psa uwiązanego przed sklepem w skamlącej niepewności, czy jeszcze zobaczy swojego pana; na widok zamiatacza ulic, z nosem o barwie czerwonej jak wino, czy choćby małej jodły, na którą ciężki cień rzucił wyrośnięty gbur, dorosłe świerczysko. Takie drobiazgi i inne, o jeszcze mniejszym znaczeniu. Może to miłość najlepszej próby, taka, jaką od czasu do czasu – jeśli w ogóle – jakiś Bóg odczuwa do stworzenia. A może tylko głupia czułostkowość, nieporównywalna z żadnym prawdziwym uczuciem. Jak mi życie miłe (to przysięga, która w tej chwili mało kosztuje), nie wiem”

                [Daniel Kehlmann, Beerholm przedstawia. Przeł. J. Ekier].

  

poniedziałek, 18 lipca 2011, alexanderson
Kehlmann_Daniel,kobiety