~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1008. Czekając na barbarzyńców...

      

W niedzielę wybory parlamentarne, głosować będę w rodzinnej miejscowości (wyjeżdżam jutro), a piszę dziś, bo nie chcę, by 9 października umknęło mojej i czytelników uwadze coś jeszcze, nie mniej istotnego…

Kolejny raz w walce dwóch głównych sił politycznych blisko do remisu, co nie pozwala spokojnie czekać na jej rozstrzygnięcie (zwłaszcza wobec możliwej niskiej frekwencji, która raczej sprzyja „ciemnej stronie Mocy”). Nie interesuje mnie urozmaicanie parlamentu kwiatkami od Janusza Palikota, podczas gdy do urn idą bandyci-kibole i zapatrzeni w swojego „męża opatrznościowego” krzyżowcy z Krakowskiego Przedmieścia, zamierzający odbić Polskę z rąk „zdrajców” i „morderców” ich prezydenta. Już światowy kryzys gospodarczy przysporzy dość kłopotów. Trzeba tę PiS-opodobną, człekokształtną hołotę powstrzymać…

 

      

  

„Na naszych oczach rozpada się znany porządek świata; wolny rynek, w który wierzyliśmy z gorączką neofitów, pokazuje swoje wykrzywione agresywne oblicze; nie są pewne ani nasze emerytury, ani miejsca pracy dla naszych dzieci, rozchwiały się tradycyjne wzorce karier i konsumenckiego szczęścia; technologia rozbija znane nam formy komunikacji społecznej, tworząc jakieś nowe, nieoswojone przestrzenie. Nie mamy dawnej pewności, jaką politykę stosować wobec własnego życia ani jakiego państwa potrzebujemy.

A Unia Europejska, która tak wiele nam dała w ostatnich latach? Co my jej możemy dać i czego od niej chcemy, poza wyciąganiem ręki po kolejne miliardy euro? (…)

Prezes Kaczyński ma odpowiedź: uwierzcie we mnie. Nie ma programu PiS poza osobą prezesa. On może mówić rzeczy sprzeczne, nieoczekiwane nawet dla najbliższych współpracowników, nieodpowiedzialne, ale oferuje to, co najważniejsze: ucieczkę od ciężkiej wolności wyboru, wizję paternalistycznego, w istocie postkomunistycznego ładu, z oficjalną państwową ideologią i jej jedynym, najwyższym kapłanem, gdzie bezpieczeństwo musi być opłacone konformizmem; proponuje zamknięcie się przed przeciągami dzisiejszego świata w ciepłej wspólnocie narodowo-katolickiej, a za wszystkie przeszłe i przyszłe przegrane daje bezcenną rekompensatę: wyższość moralną, dumę ofiary zdradzonej o świcie.

Taka wizja państwa słabo mieści się w modelu zachodnich demokracji liberalnych, ale odpowiada wielu Polakom, zwłaszcza tym bardziej skłonnym do myślenia religijnego, wspólnotowego, postrzegającym współczesność głównie jako zagrożenie. Kaczyński stał się wyrazicielem Polski, która z różnych powodów nie chce lub nie potrafi gonić Zachodu. Powodzenie prozachodniej modernizacji cywilizacyjnej i społecznej oznaczałoby naturalne topnienie tego elektoratu, któremu Jarosław Kaczyński razem z Tadeuszem Rydzykiem mówią »Trwaj«. (…)

Lansowany swego czasu przez PO obraz Polski otwartej, pogodnej, dorabiającej się, przełamującej trudności, w sumie zadowolonej z siebie (skądinąd prawdziwy, co potwierdziła niedawna »Diagnoza społeczna«), został przykryty przez poruszające historie ludzkiej biedy, nieporadności i brutalne wyzwiska kibiców. Oryginalny i ryzykowny pomysł na kampanię.

Ale gorsze jest to, że sztab PO (inaczej niż PiS), uganiając się po kraju za głosami ludzi rozczarowanych, w jakimś stopniu zlekceważył swój stały elektorat, nie budował jego dumy z minionych czterech lat, nie przekazał mu zbyt wiele pozytywnej emocji, nowej energii, optymizmu, sensu. To może mieć wpływ przede wszystkim na frekwencję wyborczą.

Platforma, uspokojona sondażowymi sukcesami, przestała opowiadać nam »swoją Polskę«. A przecież ten zapomniany przekaz był prosty, wciąż jeszcze nieźle odpowiadający na pytanie »jak żyć?«. Tusk dość czytelnie nawiązywał do słynnego zdania z konstytucji Stanów Zjednoczonych, że »każdy ma prawo dążyć do szczęścia«, tak jak sobie je wyobraża. Państwo jest od tego, żeby tworzyć warunki dla ekspresji indywidualnej wolności, ale jednocześnie dbać o to, co jest mu przypisane: poziom usług publicznych, infrastrukturę gospodarczą, wymiar sprawiedliwości, edukację, kulturę, bezpieczeństwo – zewnętrzne i wewnętrzne – solidarność społeczną. W każdym z tych obszarów w ostatnich czterech latach – mimo bardzo niesprzyjających warunków – sporo zmieniło się na lepsze, a przynajmniej nie pogorszyło. Nie było się czego wstydzić, naprawdę. I dziś, jeśli wyobrazić sobie, jaką ekipę do władzy może wystawić Platforma, a jaką jej główny rywal – też nie ma się czego wstydzić”

        [Jerzy Baczyński, Jak żyć po wyborach?, „POLITYKA” 2011, nr 41].

  

piątek, 07 października 2011, alexanderson
Tagi: fotografie
fotografie