~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1011. Untalkative Bunny...

  

Do zapowiedzianego miesiąc temu (por. 998) przenoclegowania chłopca niestety nie dochodzi – udaje nam się jednak zapoznać przy obiedzie. Dewirtualizuję sobie M. po latach przecinania się naszych życiowych ścieżek (bo to i wspólny znajomy, i niedoszłe spotkanie w Łodzi, i drobne wzajemne przysługi). Odbieram go z Centralnego (gdzie w tłumie też Janusz Majewski) i idziemy do Złotych Tarasów. Sympatycznie, miło – gdyby nie moja konfuzja z powodu dziwnie zatkanego ucha, fryzury zniszczonej chwilę wcześniej przez minutową ulewę i, przede wszystkim, tradycyjnej już, zupełnej pustki w głowie…

Te spotkania z ludźmi są tak sporadyczne, że zamiast się wprawiać w rozmowach, każda z nich jest dla mnie coraz to trudniejsza. Zaczynam wątpić, że kiedyś się nauczę, będę czarował, bawił i uwodził…

 

„(…) przebywanie z Mylesem można było porównać do przebywania w pokoju, z którego właśnie ktoś z hukiem wyszedł. Niemota otaczała go wszechobecną, mdłą aurą. Nic nie mówił, ale nigdy nie był cichy. Zawsze bawił się nerwowo wszystkim, co miał pod ręką, chwytał, co popadnie, po czym natychmiast odrzucał z hałasem. (…) Słychać było, jak oddycha”

                          [John Banville, Morze. Przeł. J. Jarniewicz].

 

piątek, 14 października 2011, alexanderson
Banville_John
Komentarze
2011/10/15 17:28:50
heh, to widzę, że w prowadzeniu rozmowy jesteś tak wprawiony jak i ja ;)