~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1021. Meetings and (non) Greetings...

  

Był taki moment, zaraz po przyjeździe, gdy liczyłem na coś w rodzaju powitania, pomocy w aklimatyzacji, oswojeniu miasta, jakieś wskazówki, zaproszenia – gdzieś, do kogoś, na coś. Tylko kto miałby wychodzić z takim gestem? – Jej już nie będzie przy mnie, a dla tych, których znam, znajomym, zdaje się, nie jestem. Przygnębienie ciągnie się za mną i wszystkich odstrasza. A po tych miesiącach – już nie potrafię mówić, odezwać się choć słowem, wśród ludzi się odnaleźć… Strach przed jakimkolwiek ruchem czy spotkaniem, przeciągły wstyd i niechęć. Gorzej niż kiedykolwiek – i gówno to kogo obchodzi…

 

(…) wiedziała (…) że od Budapesztu oczekiwała cudu, człowieczego cudu, tego, że na ulicy uśmiechnie się do niej jakiś mężczyzna lub jakaś kobieta, i naraz przytuli ją do siebie pokrewna ludzkość, ze słowami miłości zaprosi do jakiejś wynikającej z pokrewieństwa lub i od tego bardziej jeszcze intymnej wspólnoty ludzkiej. Taką miała nadzieję (…). A kiedy cud nie nastąpił, poczuła dręczące pragnienie, by stąd uciec. Uciec do domu, (…) gdzie człowiek od nikogo nie oczekuje cudu, żyje i marzy o świecie, i nie boli go tak bardzo, że życie mija bez niespodzianki i uszczęśliwiających odmian”

                         [Sándor Márai, Finka. Przeł. I. Makarewicz].

  

Kilka dni musiałem się zastanawiać nad wczorajszym spotkaniem w Lenivcu przy dyskusji o dalszych działaniach kampanii Miłość Nie Wyklucza na rzecz ustawy o związkach partnerskich. Kusiło – pójść, zobaczyć, jakoś się zaangażować. Ale też milczeć, cisnąć się przestraszonym gdzieś na boku, nie umieć nic zaproponować, na niczym nie znać? – od razu można było przewidzieć, że nic z tego. Nie chciałem zajmować krzesła komuś, kogo to bardziej dotyczy…

  

„(…) był zranioną, samotną istotą, która stoi w progu, w progu głośnego i zadowolonego życia, i nie ma odwagi wejść”

                       [Sándor Márai, Wygrana. Przeł. I. Makarewicz].

  

Nad dzisiejszym spotkaniem Dni HomoWarszawy przy grobie Zofii Sadowskiej też długo się wahałem. Ale jeśli nawet spacer na pobliskie Powązki i bierne słuchanie krótkiej opowieści Abiekta miało mnie przerosnąć, już bym sobie tego nie wybaczył. Przemogłem strach i fantazyjnie wyłożyłem na marynarkę szalik, jakby się łudząc, że ktoś mnie w ogóle zauważy. A jednak – przybyłem, zobaczyłem, z nikim nie nawiązałem kontaktu, ale, zwycięski, BYŁEM…

  

niedziela, 06 listopada 2011, alexanderson
Marai_Sandor,homo,Warszawa,samotność
Komentarze
Gość: taki.jeden..., *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/11/06 23:25:25
Według mnie, bardzo fajnie, że czynisz tego typu kroki do przodu - choćby drobne i niepozorne - z nich, według mnie składa się przecież życie... Nawet najdalsza podróż zaczyna się przecież od... pierwszego kroku! - jak zauważył ktoś całkiem bystry, moim zdaniem... :-)
p.s.
sorry, jeśli walę jakieś byki czy literówki - ostatnio mam z tym znowu problemy: taki mniej ogarnięty jestem... jak to się dzisiaj mówi! ;-))) :-P
-
Gość: halloween, *.unknown.vectranet.pl
2011/11/07 16:15:14
Ja mogę wyjść z takim gestem, tylko Ty raczej nie będziesz chciał, bo mnie nie znasz. Teoretycznie zawsze można poznać, są mejle i listy i telefony, a to już coś na dobry początek...
-
2011/11/07 16:42:50
No więc spróbuj dać się poznać... ;-) Adres z boku...
-
Gość: halloween, *.unknown.vectranet.pl
2011/11/07 18:27:58
No więc spróbowałam
-
2011/11/07 19:06:20
:-)
-
2011/11/08 08:06:24
Pamiętaj, że tak jak ktoś [choćby ja] ma Twój numer telefonu, adres mailowy etc., tak i Ty posaidasz te same rzeczy. Wystarczy choćby napisać jeśli boisz się dźwięku własnego głosu w telefonie. pamiętaj, że to zawsze działa w obie strony. Zachęcam.

A co do powitania, to bądź sprawiedliwy.
-
2011/11/08 10:16:06
Oddałem Ci sprawiedliwość, pisząc notkę o naszym spotkaniu. W tej powyżej myślałem o innych, konkretnych osobach...
-
2011/11/08 11:16:15
kurcze, a myślałem, że tylko ja mam tak, że boję się np. większych spotkań, na których na pewno bym milczał jak zaklęty bojąc się odezwać ;) no ale to wynika z jakieś tam nieśmiałości u mnie, staram się to zwalczyć, ale różnie mi to idzie :)
-
2011/11/08 16:58:17
Ja też jestem nieśmiały, ale znacznie większym problemem jest dla mnie poczucie całkowitej pustki w głowie podczas spotkań z kimkolwiek - nie wiem, co powiedzieć i nawet nie potrafię odpowiednio reagować na to, co ktoś do mnie mówi. Zwłaszcza, jeśli jest to osoba dla mnie nowa lub z którą rzadko się widuję - a jeśli mi na niej zależy, mogę być jeszcze bardziej zestresowany...
-
2011/11/08 17:16:44
heh, to u mnie jest jeszcze gorzej, bo jak jestem zestresowany to mówię czasem dużo i od rzeczy a wtedy wychodzę na blondynkę albo człowieka, który do niczego nie podchodzi serio :D ale ogólnie do tego już chyba przywyknąłem - musimy się kiedyś poznać, może być zabawnie ;)
-
2011/11/08 20:20:19
Zobaczymy wtedy, kto naprawdę ma gorzej... ;-)
-
Gość: Massimo, *.internetia.net.pl
2011/11/15 19:11:48
Jeśli już miałbym wyjść na takie spotkanie, to raczej stałbym z boku i się przysłuchiwał temu, co inni mówią. Wolę się nie wychylać i nie zwracać na siebie uwagi (i tak nikt jej nie zwraca, więc po co wywoływać wilka z lasu). Podjąłem kiedyś decyzję - żadnych kontaktów ze środowiskiem i trzymam się tego solidnie, ale są takie chwile, kiedy to natura ciągnie wilka do lasu... To taki impas bez rozwiązania.
-
Gość: marcin, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/11/22 19:47:58
panowie, słyszeliście o czymś takim jak fobia społeczna?
-
2011/11/22 20:09:55
Że niby zdradzamy symptomy?... ;-)