~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1022. Golden...

 

Już tradycyjnie, po tych najgorszych chwilach, po wyrzuceniu z siebie, po nazwaniu – przychodzi odprężenie, spokój, jakieś szczególne zadowolenie z siebie, uśmiech nawet. I pojawiają, na razie wirtualni, ale mający ochotę na coś więcej (co z tego wyjdzie, zobaczymy) – mili ludzie…

 

Zaskakuje mnie to na każdym kroku, wprawia w zachwyty, dziwi – jak mogłem nie zauważać dotąd, się-nie-cieszyć? Kursować musiałem o tej porze w owych minionych, tamtych latach jedynie na króciutkich, szybkich trasach pomiędzy domem, stacją, pracą i uczelnią – nie spacerować godzinami pośród drzew, pagórków, krzewów, po wielowarstwowych dywanach liściastych, nie widzieć tej słonecznej żółci, rdzy, tego podłoża, co zlewa ze sklepieniem. Alex zanurza się w pozłotę i jak łódka brodzi… Promienna, ciepła jesień, pośród gałęzi, macew, ruin i pomników – chrupiąca, szeleszcząca, pełna dziecinnych przygód. Forty i zarośnięte ścieżki, cienie – można by tu w piratów i żołnierzy, gdybym tu wtedy, z kolegami, młodszy… Znów jestem złotym chłopcem, co musiał sam ze sobą – szczęśliwy wówczas tylko i beztroski…

 

    „(…) zawsze wiodłem jakieś tajemne życie i właśnie ono było prawdziwe”

       [Imre Kertész, Kadysz za nienarodzone dziecko. Przeł. E. Sobolewska].

  

      

  

wtorek, 08 listopada 2011, alexanderson
samotność,Warszawa,Kertesz_Imre
Komentarze
Gość: , *.aster.pl
2011/11/09 22:30:56
"Rodząc się w oczekiwaniu, z każdą chwilą powtarzałem w skoku obrzęd moich narodzin - powtarzałem go pełen blasku całością swego istnienia; w afektach swojego serca pragnąłem ujrzeć rozbłyski iskier."

"Słowa" - tak, to wyszło spod pióra Sartre'a :)