~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1058. Repetitio...

  

Pierwszy w Warszawie raz (czyt.: w życiu) ujrzani chłopcy beztrosko trzymający się za ręce. Ta wyjątkowa chwila, gdy wiadomo (bo wszystko, co tyczy płci i seksu, takie obce). I jeszcze jeden pan (już ładny, nie wyczuty) w załodze punktu ksero gdzieś przy Tamce. Z rodzaju tych, co to na Ciebie nigdy nawet i nie spojrzą. Swobodny taki, wypieszczony, a Ty spięty

Wydrukowano mi tam w końcu ten życiorys. Potem godziny na ulicach, w śniegu, w bramach – w strachu, by wejść, zapytać, złożyć, porozmawiać. Obłęd, paraliż jakiś autodestrukcyjny, atak paniki wzmocniony ciągnącym się dni (?) kilka (?) załamaniem. Kołowrót lęku i rozpaczy, bez nadziei. Wczorajsze ogłoszenie w Internecie, jedna z ostatnich może szans na kiepską pracę. I nie, gdy się zdołałem wreszcie przemóc – ktoś przyjęty. Tak właśnie się to miało skończyć – wciąż tak samo…

  

„Niektóre rzeczy jesteśmy w stanie zrobić, inne wydają się zbyt trudne. Stopniowo wszystko wydaje się zbyt trudne; życie na ogół sprowadza się właśnie do tego”

         [Michel Houellebecq, Platforma. Przeł. A. Daniłowicz-Grudzińska].

  

wtorek, 24 stycznia 2012, alexanderson
praca,Warszawa,Houellebecq_Michel,homo