~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1099. Postcards from the Edge...

  

W dwunastym miesiącu bez pracy udało się wreszcie coś znaleźć. Za mną dwa dni popołudniowej zmiany… Marzyłem o Italii trafiłem na warszawskie Włochy; aplikowałem do salonów Matrasa – zostałem kompletującym zamówienia w ich centralnym magazynie; lubię książki – musiałem nieustannie krążyć wśród regałów. Kolejny raz fatalnie się pomyliłem – trzeba będzie ten epizod z miejsca przerwać, bo fizycznie nawet tygodnia takich warunków nie wytrzymam…

Moja kariera zawodowa rozwija się konsekwentnie po równi pochyłej – zaczynałem od nauczyciela akademickiego, następnie byłem pomocnikiem biurowym, skończyłem na dźwigającym ciężary magazynierze. I nigdzie się nie nadaję, nie jestem w stanie sam siebie utrzymać i o siebie zadbać…

  

„Nigdy nie zapominam o chwili, gdy opuszczając fakultet, zrozumiałem, że wszystkie pociągi odjechały. (…) Porzucenie studiów nie było porażką, ja wówczas porzuciłem ambicje. Stałem się nagle człowiekiem bez ambicji. A straciwszy ambicje, znalazłem się w jednej chwili na marginesie świata. Gorzej jeszcze: nie miałem żadnej chęci znaleźć się gdzie indziej. Miałem tym mniejszą na to chęć, że nie groziła mi nędza. Ale jeśli nie masz ambicji, jeśli nie masz w sobie głodu sukcesu, uznania, siadasz na krawędzi upadku. Ja usiadłem na takiej krawędzi, prawda, że wielce wygodnie. Wszelako usiadłem właśnie na krawędzi upadku”

                      [Milan Kundera, Tożsamość. Przeł. M. Bieńczyk].

  

czwartek, 12 kwietnia 2012, alexanderson
praca,Kundera_Milan