~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1101. The Process of Destruction...

  

Odchorowuję jeszcze pracę – i przewianie pod Centralnym w poprzedni poniedziałek. Nic dobrego nie wyszło z przedwczesnego powrotu od rodziców. Katar niemalże przeszedł, jest za to szczypanie w gardle, kaszel, poczucie zimna – jak zwykle: nie potrafię, nie chce mi się leczyć; brak obiadów zapewne także nie pomaga. Jednakże dziś zupełna już pustka w lodówce, zabrakło nawet masła – a więc konieczność dłuższego spaceru z parasolem. Zakupy, tradycyjnie, w Wola Park, a po powrocie chowam się pod kocyk – czytam Virginię, imaginuję, że obok Anuleczka. Na piersi ciągnący się dni kilka dziwny ucisk; mama wyczuwa załamanie w moim głosie, ale, na szczęście, przemilcza… Nikt nie ma w pełni pojęcia, co się dzieje…

  

„Czuje, że gdzieś w jego wnętrzu posiniaczono i zmaltretowano jakiś istotny narząd – może nawet samo serce. Po raz pierwszy w życiu ma przedsmak starości, kiedy będzie doszczętnie znużony, wyzuty z wszelkich nadziei i pragnień, zobojętniały na to, co niesie przyszłość. (…) Mogą minąć tygodnie, może miesiące, zanim do reszty się wykrwawi, ale krwawić już zaczął”

                 [John Maxwell Coetzee, Hańba. Przeł. M. Kłobukowski].

     

poniedziałek, 16 kwietnia 2012, alexanderson
Coetzee_John Maxwell,samotność