~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1105. This Is a Man’s World (II)...

 

Zbyt powszechne, żebym mógł mówić o swym pechu – jakby nie dość było widoku sikających naokoło psów, to jeszcze wszędzie, niemal każdego dnia musi się trafić męskie bydło, podlewające budynki, drzewa, słupy. Bez skrępowania i chowania, przy i na chodniku, nawet pod Galerią Centrum na Marszałkowskiej naprzeciw Pałacu Kultury – trzy metry od grupy czekającej na autobus. Znaczenie terenu, publiczna satysfakcja z wystawienia ptaka, „kultura” wyniesiona z pisuarów – jakiś ekshibicjonista musiał je wymyślić, a teraz reszta poczytuje sobie za dowód męskości niekorzystanie z kabin w toaletach. A skoro w WC można pod ścianą, z ludźmi za plecami, to analogicznie na ulicy, jaki problem (albo, jak związkowiec z Przewozów Regionalnych Krzysztof Knapik, na Dworcu Centralnym – zwolnili już skurwysyna, a jeszcze powinien to zlizać). I na dodatek zawsze to „muszę się gdzieś odlać” – już język wyraża ich skundlenie. Gówniarzeria niepanująca nad podstawową fizjologią – może mi i nie staje, ale przynajmniej bez trudu wytrzymuję między śniadaniem a kolacją. Widać to za mało, by być odbieranym jako pełnowartościowy facet. Jedna wydzielina lepsza od drugiej, więc obszczymurki górą…

A przecież jest jeszcze chlanie… Jak ja mam być normalny, gdy od dzieciństwa obraz mężczyzny kojarzę głównie z uryną oraz powodującą bełkot i rzyganie wódą…

  

„W gruncie rzeczy to dziwne, że zapasy obrzydliwych ludzi nigdy się nie wyczerpują; coraz to nowi i nowi budzą się do życia, roześmiani, zapracowani, odnoszący sukces po sukcesie. Książęta babilońscy. Czy naprawdę oni też będą zbawieni?... Tak, przypuszczalnie i oni”

                [Daniel Kehlmann, Beerholm przedstawia. Przeł. J. Ekier].

  

czwartek, 26 kwietnia 2012, alexanderson
Kehlmann_Daniel