~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1128. Sport Results...

 

To był zawsze obcy, nieprzyjazny świat, sfera budzących wówczas niechęć mężczyzn, pole moich kompromitacji; kpiny, śmiechy, pogarda rówieśników – źródło niepozwalających rozwijać się normalnie lęków. Lekcje wychowania fizycznego w szkole, zabawy na podwórku – selekcje do dwóch drużyn, gdzie zawsze zostawałem tym ostatnim; złowroga piłka, której nie umiałem złapać ani kopnąć; bieganie tak, aby nie musieć podjąć ani jednej akcji. Dość szybko zaczęło się wycofywanie ze wszystkiego, chowanie w szatni (dawałem się zamykać, udając, że jestem nieobecny), daremne bicie kolanem w ścianę w nadziei, że je rozbiję i będę mógł nie ćwiczyć (zalążek późniejszych zachowań autodestrukcyjnych); w liceum wmawianie wszystkim, że mam zwolnienie od lekarza, stres czteroletnich kłamstw, godziny pod ścianą w izolacji, podczas gdy inni grali, ciało swe rozwijali i zdobywali gibkość. Koszmar, gdy trzeba było do nich się przyłączyć

 

„I jeszcze gimnastyka. Nie każ mi, proszę, o tym opowiadać – tamta wielka, duszna sala, w niej zielona podłoga wyłożona filcem, wszechobecny zapach potu, absurdalne zadania w sam raz dla samobójców (Skocz na trampolinę i zrób salto! Po prostu spróbuj! Śmiało!). Wyzierające zewsząd metalowe kanty, żądne miażdżenia stawów młodzieży, nauczyciel idiota, głęboko zawiedziony życiem pozbawionym sukcesów. Ta gra w piłkę! Niedorzeczne dawanie szczupaka w ślad za skórzanym gniotem, rozbiegiwanie i roztrącanie się nieforemnych podrostków – wielkie dłonie, długie szyje, piejące głosy; sztuczna wrogość »drużyn«. Dziwne – ci, co lubią piłkę nożną, to na ogół także patrioci”

                [Daniel Kehlmann, Beerholm przedstawia. Przeł. J. Ekier].

  

Całe to niezrozumiałe szaleństwo na punkcie jakichś transmisji, meczów i rozgrywek, to narodowe zadęcie: wrzaski, szaliki, alkohol. Aż nagle, dekadę temu, mój powrót ze szpitala (po potrąceniu przez samochód) w dniu rozpoczęcia Mundialu’2002 – konieczność leżenia, oglądanie w telewizji każdego starcia, odkrycie piękna walki, umiejętności technicznych i paru ładnych panów. Od tego czasu kibicowanie, gdy wielkie imprezy (Mistrzostwa Świata, Europy, Liga Mistrzów) – pobieżne, amatorskie, lecz zawsze to jakieś emocje. Łączność przez ekran ze wspólnotą, z którą niewiele wspólnego

  

czwartek, 14 czerwca 2012, alexanderson
Kehlmann_Daniel,dzieciństwo
Komentarze
2012/06/15 06:30:06
Ehh... Pierwszy akapit to o mnie, może poza kolanem, a reszta... :( I jeszcze Ojciec, który nie zainteresował żadnym sportem czynnym i oglądactwem... Przeto szkoda, że mnie żaden samochód w czerwcu 2002 nie potrącił... Za to pamiętam pierwszą sesję, wyciągaliśmy egzaminatorów z meczy :)
-
2012/06/16 21:45:41
a po co się podłączać pod jakiś zbiorowy emocjonalny astral, kolejny głupi konwenans - prawdziwy facet ogląda mecze ... miej to gdzieś znam wielu facetów którzy o meczach nie mają pojęcia ja się tego też nie wstydzę, jest tyle pięknych filmów czy książek albo innych zajęć - szkoda czasu nawet 5 min na te zbiorowe dziwactwa
-
2012/06/16 23:14:50
Tylko że ja nie pisałem o wymogach konwenansu - pisałem o własnej, nieprzymuszonej, a odkrytej niedawno przyjemności. Raz na jakiś czas lubię w tym uczestniczyć, a obecny turniej stwarza atmosferę wręcz niesamowitą... :-)