~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1141. Mémoires d’un touriste...

 

Trzecia u mnie wizyta rodziców – oznajmiona dzień wcześniej, najdłuższa z dotychczasowych i ostatnia. Niespodzianka: przyjeżdżają nowym samochodem (poprzedni kupiony był ledwie trzy lata temu) – Peugeot 308, już nie pytałem o cenę. Od razu stwierdzają, że mam w mieszkaniu trzydzieści stopni i nie da się wytrzymać – z miejsca kupują mi wielki wentylator. W sobotę obiad w restauracji „Del Forno”, Ogród i Pałac Krasińskich oraz Pomnik Powstania Warszawskiego, wielkie puchary (mój przepyszny z ogromną ilością truskawek) w lodziarni Limoni na Nowym Świecie oraz zakupy w Złotych Tarasach – mama zrozpaczona zapomnieniem kuferka z kosmetykami (rozpamiętuje to pół dnia, na Skwerze Bohdana Wodiczki dochodzi niemal do histerii) musi się na nowo zaopatrzyć: kilkaset złotych idzie na szampony, odżywki, kremiki, maście i balsamy; dopiero po tym humor się poprawia. W niedzielę przejażdżka metrem i wyprawa do Wilanowa – zwiedzanie parku i (darmowe) pałacu, obiad u tamtejszego Wedla, po powrocie do centrum miasta kampus uniwersytecki przy Krakowskim Przedmieściu i wieczorne napoje w ogródku Restauracji Przy Zamku. W poniedziałek wnętrza Zamku Królewskiego (z pamięci opowiadam im o każdej sali), obiad w „Polce” Magdy Gessler (przeciętnie jak na te ceny i telewizyjną sławę restauratorki: swojej zupy kurkowej nie polecam, tata nie najada się zestawem ledwie sześciu pierogów, za to mama dostaje fantazyjnie zawiniętego schabowego z kością), znów lody w Limoni, kilka alejek na Starych Powązkach, spacery i ławkowe posiedzenia w parkach Szymańskiego i Moczydło. We wtorek Pałac na Wyspie i niemal wszystkie zakamarki Łazienek, wspaniała sałatka Caesar i świeżo wyciskany sok pomarańczowy w tamtejszej kawiarni Trou Madame, kilka znanych obrazów w Muzeum Narodowym, deser u Bliklego (torciki czekoladowe i orzechowe), przechadzka po Starówce i dłuższy przystanek w Multimedialnym Parku Fontann. Dzisiaj już tylko naprawa gratis okularów mamy u optyka, instalacja nowego kompletu natryskowego w łazience i obiad w Dzikim Młynie…

Wyjechali o czternastej – zafundowałem im intensywne zwiedzanie, ale te ich ciągłe kłótnie, brutalne do siebie odzywki, narzekania, kolejne odpoczynki. No i koniec z dofinansowywaniem mnie…

Wykończony jestem fizycznie i psychicznie, przespałem całe popołudnie…

  

środa, 11 lipca 2012, alexanderson
rodzina,Warszawa