~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1142. „Gieroj mojego romana”...

  

„(…) bohater powieści otrzymuje już na starcie niepowtarzalną szansę – poznaje smak wolności, która w jego przypadku nie łączy się z koniecznością dokonywania ostatecznych wyborów. Pozbawiony obowiązków, wolny od poważniejszych trosk materialnych, może doświadczać życia w najróżniejszych jego przejawach. Nie dręczy go obsesyjne dążenie do realizacji z góry założonego celu, nie odrzuca żadnej możliwości, przyjmując z ufnością wszystkie dary losu.

Jego bierność wydaje się niekiedy zdumiewająca, jego brak konsekwencji irytuje tych wszystkich, którzy cenią sobie upór i wytrwałość. Tych cech Fryderyk oczywiście nie posiada (…). Z tego punktu widzenia (…) prezentuje się niezbyt korzystnie i łatwo w nim dojrzeć życiowego nieudacznika, a nawet pasożyta trwoniącego pieniądze, których sam nie zarobił. Wszystko to prawda, ale na tym właśnie polega wdzięk młodych ludzi, którzy przechodzą przez życie bez większych sukcesów, którym do szczęścia wystarczają marzenia i świadomość pewnego zawieszenia. Fryderyk należy do istot, które przeraża dojrzałość i łączące się z nią poczucie odpowiedzialności. Ich zaletą (a jednocześnie wadą) staje się bowiem wieczna niedojrzałość, cecha w pewnych sytuacjach sympatyczna, w innych zaś trudna do zniesienia.

Wolno nam krzywić się na kolejne pomysły Fryderyka, który co jakiś czas postanawia zmienić całkowicie bieg swego życia i nigdy nie dotrzymuje słowa. Ale z drugiej strony ciągle towarzyszy mu (słabnąca rzecz jasna z upływem lat) wiara, że jego nieprzeciętna osobowość wreszcie znajdzie najwłaściwszą formę ekspresji. Być kimś – ale cóż to właściwie znaczy? Stworzyć wielkie dzieło, być przedmiotem podziwu ze strony otoczenia, zasłużyć na miłość? Młodziutki bohater na podobne pytania nie potrafi jeszcze odpowiedzieć.

(…) należy do tego rodzaju literackich marzycieli, którzy nigdy nie kończą rozpoczętych prac, często poprzestając na gromadzeniu materiałów. Jest amatorem, którego nie skłania do twórczości żaden wewnętrzny przymus. Nie zostanie poetą, malarzem, powieściopisarzem, eseistą, dramaturgiem. Mimo wszystko mamy prawo nazwać go miłośnikiem i kolekcjonerem – niekiedy powierzchownym, innym razem zaskakująco przenikliwym. Zapewne sztuka istnieje za sprawą artystów spełnionych, a rozwija się dzięki geniuszom. Mimo wszystko normalny obieg dzieł sztuki zapewniają w znacznej mierze podobni do Fryderyka nieudacznicy. To oni kupują obrazy i książki, chodzą pilnie na koncerty i przedstawienia teatralne. A w głębi duszy powtarzają sobie, że wszystko jest jeszcze możliwe i w najtajniejszych marzeniach widzą siebie w roli autorów popularnych powieści czy spektakli.

(…) wybór narzuca ryzykowne ograniczenia, łączy się z koniecznością rezygnacji z wielu tak pociągających możliwości. Nie można być jednocześnie Balzakiem i Rembrandtem, poetą samotnikiem i wielkim mówcą porywającym za sobą zbuntowane masy. Tylko w marzeniach udaje się pogodzić tak odmienne indywidualności. I tylko w tej sferze nie jest potrzebny talent zdobywcy, którego Fryderyk (…) raczej nie posiada. Jego młodzieńcze tęsknoty: wielka podróż z przyjacielem, romans z księżniczką, orgia z paryską kurtyzaną, to wyraz bierności. Oczekiwanie na realizację wydaje się przyjemniejsze od działania. To oczywiście złudzenie, bo jak zawsze czas wykonuje swą niszczącą pracę – za nas i bez nas. Odbiera prawo do nadziei, pozbawia wiary. Bohater powieści sądził zawsze, że posiada niepospolity talent, który w przyszłości pozwoli mu osiągnąć sukces w nieznanej jeszcze dziedzinie. Kończąc lekturę utworu, nabieramy pewności, że się mylił. Czy to możliwe, by w tak interesującej epoce zdarzył się człowiek pozbawiony talentu do czegokolwiek?

(…) Nie znajdując żadnego zajęcia, potrafi błąkać się godzinami (...), wsłuchiwać się w głosy otoczenia, przyglądać się bezmyślnie rzeczywistości, w której krążą bez przerwy zabiegani ludzie. Fryderyk potrafi trwonić czas, nie doznając z tego powodu wyrzutów sumienia. Zapewne niejednokrotnie nęka go świadomość, że coś ważnego go omija, jednak graniczące z egotyzmem poczucie własnej wartości uniemożliwia jakąkolwiek przemianę. Pogrążony w romantycznych marzeniach, unika skutecznie ostatecznego zaangażowania. Stąd wrażenie, że bohater (…) z upływem lat w ogóle się nie zmienia: nie dojrzewa, nie dorasta. Trwa w miejscu, poddając się biernie działaniu czasu.

Jak każdemu marzycielowi, brak mu pewności siebie, zdecydowania, konsekwencji. (…) pozostanie outsiderem pomimo nieśmiałych prób zadomowienia. (…)

Dopiero epilog odbiera wszystkie złudzenia i nadaje niepowodzeniom bohatera wymiar ostatecznej katastrofy. (…) klęski zakochanych są zawsze (…) malownicze”

                   [Jan Tomkowski, Ciemne skrzydła Ikara. O rozpaczy].

  

sobota, 14 lipca 2012, alexanderson
Tagi: samotność
samotność