~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1144. No mercy...

  

Coraz więcej dostrzegam i rozumiem – jak to możliwe, że dziś dopiero, a nie pół życia temu, jak chłopcy w wieku dojrzewania? Właśnie dlatego pewnie: nie funkcjonuje coś – nie zwraca więc na siebie to uwagi; nie wiedząc, jak ma być, za normę uznaje się kalectwo. Jakiegoż ograniczenia intelektu trzeba, by tak być głuchym na rzeczywistość wokół jak ja wtedy? W efekcie nie rozwijają się kolejne zmysły, nie ciągnie do niczego, ludzie są obcy, dziwni, kontakty z nimi nieporadne, życie zaś nie objawia barw i celu (por. 1040) – rzutuje to na studia, pracę, każdą aktywność, twoje istnienie w świecie. Ciało i seks determinują, kim się staniesz – inni nie rozumieją tego, bo rozwijają naturalnie. Mogą dotykać, czuć, przeżywać, uczestniczyć. Bez tego w pewnym momencie jest za późno – i nie pomogą już lekarze, tabletki, terapeuci; po prostu nie nauczysz się, nie będziesz przynależał... Zostaje obserwacja z boku, wieczna zazdrość, odnotowanie współczucia i pogardy, które skazują na pomijanie cię milczeniem...

  

„(…) upokorzone i smutne spojrzenie chorego zwierzęcia, które oddala się od sfory, opiera głowę na łapach i cicho wzdycha, ponieważ wie, że jest dotknięte chorobą i nie może oczekiwać od swoich braci litości”

            [Michel Houellebecq, Możliwość wyspy. Przeł. E. Wieleżyńska].

  

piątek, 20 lipca 2012, alexanderson
samotność,Houellebecq_Michel,homo