~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1171. Na Wspólnej (II) - odc. 34-36...

  

Niezwykłe, że znów udało mi się trafić na grupę takich sympatycznych osób. I oto przez całe dnie śmiejemy się, żartujemy – z siebie nawzajem, z pracy, jej warunków. Nie potrafiąc nawiązać ani utrzymać na gruncie prywatnym żadnej znajomości, zadręczając swoim milczeniem wszystkich, którzy próbowali skruszyć tę skorupę, w kolejnej już firmie rozkręcam się, a chwilami staję duszą towarzystwa. Umiałem się też ustawić – zamiast przeglądać papiery i pisać flamastrem po teczkach (od czego nie da się zupełnie uciec, bo ponoć kaligrafuję najrówniej i najładniej), pracuję nad ich spisami przy laptopie. Dziewczyny przybiegają do mnie, by powtarzać żarty i zrelacjonować codzienne menu na stołówce. Jakoś tak naturalnie i z oczywistych względów zostałem Panem Kierownikiem

Poza tym cyrk i burdel. Złe czyjeś opisy, nieprawidłowe teczki (o czym wiadomo z góry), powtarzanie od nowa tego, co zrobione. Na horyzoncie kary finansowe z Ministerstwa za przestoje. Jeden chłopak już odszedł (młodszy ode mnie o 12 lat, już dzieciaty – dobrze się z nim przedrzeźniało koleżanki); dwójka archiwistów, nie mogąc doczekać wypłaty, też zabrała cichcem swoje rzeczy pod nieobecność innych (a na jeden dzień, po kryjomu, zarekwirowali firmowy komputer). Tydzień przed rozpoczęciem października w końcu zapłacono nam za sierpień – 1 137,45 zł netto, we wrześniu powinno być z 200 więcej, bo będzie to pierwszy pełen miesiąc. Jak obliczam, stawka wynosi 7,48 za godzinę – konsekwentnie zarabiam w życiu coraz mniej pieniędzy…

Praca się przeciąga i na popołudnia. Piwnica nie ma okien, słońce widuję więc ostatnio jedynie podczas wschodów i zachodów przez szyby tramwajów. Podobno ciepło, jeszcze letnio – ale poranki i przedwieczorne pory bardzo mroźne. Jak wreszcie mam kartę miejską, to teraz dnie zajęte: chciałoby się pospacerować, zrobić zdjęcia, nadgonić lektury, ale kiedy? W weekendy jak nie deszcz albo mgła, to choroba. Głupio jest ten świat urządzony, smutne życie…

  

„Ja nie cierpię na depresję, ja cierpię na rozpacz, bo nie mogę robić tego, co chcę, bo muszę w idiotyczny sposób zarabiać pieniądze (w dodatku śmiesznie małe). Czy muszę? Muszę, bo…

I czuję, że czas umyka, że nie mogę czytać, podróżować, słuchać muzyki, patrzeć na obrazy. Bo na nic nie ma czasu. Bo jest tylko czas na zarabianie pieniędzy i klepanie biedy”

                   [Jan Tomkowski, Ciemne skrzydła Ikara. O rozpaczy].

  

środa, 26 września 2012, alexanderson
Tagi: praca
praca
Komentarze
Gość: gerontion, *.cht-bng-12.adsl.virginmedia.com
2012/10/07 21:43:30
Faktycznie głupio, mam ten sam problem. Nie jest to świat dla ludzi wrażliwych, to niestety "epoka żelaza" Coetzee'a, dla ludzi rekinów.