~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1197. Long-term liabilities...

  

Kupiła mi niedawno płaszczyk – jak kiedyś, sama z siebie, bez mierzenia. Na pewno się spodoba. Tymczasem rzadko trafia, a ja już nie akceptuję aby było. Kazałem zwrócić, jak tylko zobaczyłem zdjęcie. Pyta więc, jaką chcę książkę pod choinkę. Zawsze były dla młodszych, niż ja wówczas – nie chcę, sam sobie sprawiam prezent (Zamkowe targi historyczne przynoszą spore żniwo). Ostatnio dzwoni, że właśnie są w Saturnie i może by słuchawki… Wystarczy mi, że dzięki niej tu jestem – każda zaś dodatkowa rzecz przypomni owe więzy, rozwieje miraż samodzielność, stanie ciężarem dla nieodwdzięczającego się sumienia

  

„Co tydzień dostaje od matki list w jasnoniebieskiej kopercie lotniczej, starannie zaadresowanej drukowanymi literami. Złoszczą go te dowody niezmiennej miłości. Czy matka nie chce zrozumieć, że gdy wyjechał z Kapsztadu, zerwał wszelkie związki z przeszłością? Jak zdoła jej wytłumaczyć, że zamierza nieubłaganie kontynuować dzieło przeobrażania się w kogoś całkiem innego, które rozpoczął w wieku piętnastu lat, póki nie wygasi w sobie resztek pamięci o rodzinie i porzuconym kraju? Kiedy ona wreszcie zauważy, że oddalił się od niej i na dobrą sprawę można go już uznać za obcego?”

                [John Maxwell Coetzee, Młodość. Przeł. M. Kłobukowski].

  

wtorek, 04 grudnia 2012, alexanderson
Coetzee_John Maxwell,rodzina,dzieciństwo