~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1253. Vanitas vanitatum...

  

Coraz trudniej uporać się z narastającą furią – że trzeba wstawać niewyspanym i siedzieć w pracy, gdy niebo najpiękniejsze; że się spóźniają dwa tygodnie z pensją i dzielą ją na raty – a mimo tego gonią, wpatrzeni w nierealny termin, kierują pretensje, grożą. Że mam ponad trzydzieści lat i osiem godzin dziennie wyciągam zszywki z dokumentów lub też ołówkiem numeruję strony; że – co najgorsze – to właśnie moje miejsce, wprost idealne, jeśli uwzględnić umiejętności interpersonalne oraz kompetencje. Spełniony jednak czułbym się jedynie chodząc po mieście z aparatem – gdzie chcę i kiedy chcę. Tymczasem trzeba marnować czas i siły na coś, co nawet mi nie zapewnia utrzymania, naiwnie marząc, że można w życiu żyć i jeszcze coś osiągnąć, że się steruje i ma wpływ, że jest jakaś przyjemność…

  

„(…) musi być gotów znieść wszystko, co życie mu szykuje, choćby oznaczało to wygnanie, niewdzięczną pracę zarobkową i pohańbienie. A jeśli nie sprosta najtrudniejszej próbie, na jaką wystawi go sztuka, jeśli okaże się, że jednak nie ma tego błogosławionego daru, musi być gotów ścierpieć również i to: nieodwołalny wyrok historii skazujący go – mimo jego obecnych i przyszłych cierpień – na los miernoty. Wielu jest powołanych, a niewielu wybranych”

                [John Maxwell Coetzee, Młodość. Przeł. M. Kłobukowski].

  

poniedziałek, 13 maja 2013, alexanderson
Coetzee_John Maxwell,praca