~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1260. D’autres mondes...

   

W wydłużony Bożym Ciałem weekend wycieczka do rodziców, choć głównym celem Wrocław, nadzieja na zdjęcia i spacery (wyrwanie się z katorgi pracowania, oddanie jedynemu, co jeszcze sprawia radość). Wykorzystać to, skoro tak rzadkie i odległe teraz, znów odkryć stare światy. W piątek Aula Leopoldina i Oratorium Marianum, a że zimny i deszczowy ranek ustępuje nagle gorącemu słonecznemu popołudniu, rezygnuję z innych muzealnych planów, byle nie stracić aury i łazić ile wlezie, wzrokiem chłonąć. Cumulusy nad miastem, statki na Odrze, mostek, fontanna, żółw, irysy w rozległym Ogrodzie Botanicznym (gdziem raz od dzieciństwa pierwszy), istna bajka…

  

      

  

                  

  

      

  

Sobota już ponura, mokra, cała w Muzeum Narodowym. Ekspozycja Od Cranacha do Picassa. Kolekcja Santander – ostatnie dni, tłumy szturmują, w hallu przy wejściu chaos: kolejka na wystawę brana za tę do kasy (Do you know how it works? – pyta mnie zagubiony cudzoziemiec). Wspaniały El Greco (Chrystus ukrzyżowany z widokiem Toledo w tle), dwóch świetnych van Dycków, typowy Tintoretto i nieco inny, jednak uroczy Zurbarán (Najświętsza Maria Panna jako śpiąca dziewczynka), bardzo dobry Siedzący rudobrody mężczyzna Pourbusa i dwa portrety Sorolli, zwiewne plażowo-dziecięce obrazki Navarro Llorensa, widoki z zewnątrz i od środka katedry w Sewilli Villaamila, migotliwe Barki na Sekwanie i symbolistyczna Platanowa aleja Rusiñola, błahy Miró i hurtowy Picasso (Popiersie rycerza III) na ostatek… Do tego sala z Dawną modą dziecięcą XVII-XX w. i kilka godzin w galerii sztuki śląskiej XII-XVI w. (obiekty sakralne tego czasu ruszają mnie najbardziej)…

Pociąg w niedzielę nową trasą, z Obornik Śląskich via Poznań – IR pozwala zaoszczędzić dwie godziny w stosunku do TLK, jednak wygoda mniejsza. Na zatłoczonym korytarzu chłopak wciąga do nosa jakiś brązowy proszek zwiniętą w rulon dwudziestozłotówką, w przedziale obok mnie siada szeroka pani, naprzeciw chłopak w Suprach i krótkich spodenkach. W powietrzu zapach potu. O siedemnastej jestem już na miejscu. W Warszawie, znów sam, w domu, wśród moich aniołów i demonów. Już było dobrze, z posmakiem wolności. Trudno uwierzyć, po wszystkich tych rozrywkach, że właśnie stolica oznacza powrót do kieratu…

  

niedziela, 02 czerwca 2013, alexanderson
Wrocław,fotografie,rodzina