~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1261. Vernichtung durch Arbeit...

 

Koleżance, z którą przeszedłem do KRS-u z Ministerstwa, z którą tak dobrze się pracuje, śmieje i we wszystkim zgadza, wręczają wypowiedzenie – pod fałszywymi zarzutami, jakie pochodzić mogą tylko od córki Prezesa. Ta od pewnego czasu nam pomaga (czytaj: popełnia szereg błędów i szpieguje). Wyjątkowo irytująca postać, w dodatku betonowy moher z poglądami jak obrońcy krzyża na Krakowskim (np. wybory prezydenckie w 2010 miała sfałszować Rosja poprzez specjalnie utworzony wydział). Ściąłem się z nią wczoraj – fakt, obgadywałem za plecami, a w twarz dostałem gejem. To wszystko staje się już trudne do zniesienia. Przewiduję swoje zwolnienie w poniedziałek (przyjeżdża Prezes) lub najpóźniej w lipcu, z końcem projektu. Gdyby nie koszmar (pewnie już po raz trzeci rocznych) poszukiwań nowego zajęcia, sam jeszcze dziś bym odszedł…

Nic równie wyniszczającego, jałowego, głupszego niźli praca. Marnuję życie na męczarnię, co na to życie nie daje mi zarobić…

  

„Można handlować ubezpieczeniami, (…) albowiem trzeba jeść, odziać się, mieć dach nad głową i gromadzić dochody pozwalające nam odczuwać i zaspokajać pragnienia. Nie istnieje żaden inny sensowny powód zarabiania na życie sprzedażą polis ubezpieczeniowych, wznoszeniem tam, kastrowaniem kotów czy stenografią. (…) Lecz jeśli największą żądzą (najpiękniejszy wyraz w słowniku) istoty ludzkiej jest sprzedaż ubezpieczeń lub przynależność do Rotary Club (lub jemu podobnych), to istota owa ma nasrane we łbie. Zgoda, dotyczy to dziewięćdziesięciu procent ludzkości”

         [Mario Vargas Llosa, Zeszyty don Rigoberta. Przeł. F. Łobodziński].

  

sobota, 08 czerwca 2013, alexanderson
Vargas Llosa_Mario,praca