~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1268. Z cyklu: Przeczytane (XVIII) - Czerwiec...

  

1. Vladimir Nabokov, Nikołaj Gogol. Przeł. L. Engelking, Warszawa 2012;

2. Witold Gombrowicz, Kronos, Kraków 2013.

  

Ta druga pozycja… Po latach owianej aurą skandalu tajemnicy objawił się nareszcie… literacki humbug, rzecz niemal się nienadająca do czytania. Bo też żadna to literatura – nawet w jej, rządzącym się swoimi prawami, wydaniu diarystycznym. Imiona, toponimy, kwoty, dolegliwości – suche i (jakby nie dosyć jeszcze było tej lakoniczności) często zaszyfrowane noty-wyliczanki, przy których równoważniki zdań wydają się eksplozją treści; dopiero zapiski z ostatnich lat przynoszą wątłą narrację pełnych zdań, zapis przejmującej degradacji, której na imię starość. Ani jednak z tego nowej wiedzy, ani większej satysfakcji – no, może lekka zazdrość wobec łatwości pieprzenia się Autora gdzie i z kim popadnie płci obojga (te grudniowe podsumowywanie „przygód”, ich ilość jako miara udanego roku, Gombrowicz jako udowadniający sobie jurność macho – niemal śmieszne, podobnie jak drobnomieszczańska buchalteria w odnotowywaniu każdego napływającego grosza). Nie wydaje mi się, by książka wnosiła coś nawet jako uzupełnienie do Dziennika (uwagi, by tak ją właśnie czytać, dowodzą tylko braku jakiejkolwiek jej wartości samoistnej). Pozycja wyłącznie dla rekonstruujących najdrobniejsze szczegóły biografów-fanatyków, przyczynek do ich szerszych studiów. I właściwie nie byłoby problemu, gdyby nie marketingowa sztuczka, która z 86 kart oryginalnego manuskryptu-kalendarium zrobiła 460-stronicowe „największe wydarzenie literackie XXI wieku”. Edytorsko przygotowane jest to ładnie (choć niektóre przypisy traktują czytelnika jak idiotę), ale nawet 26 złotych w promocji (tyle tylko, na szczęście, straciłem) można wydać lepiej…

Przekleństwem utalentowanych twórców jest nazwisko. Wszystko, co wyjdzie spod ich ręki, wystawi się na pokaz…

  

niedziela, 30 czerwca 2013, alexanderson
Tagi: książki
książki
Komentarze
Gość: Adam, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/07/02 07:56:04
Masz duszę pisarza i nie piszesz powieści. Nie rozumiem tego jak można marnować taki zmysł obserwacji i wyciągania niezwykłych wniosków z prostych wydarzeń. Proszę Cię pisz!
-
2013/07/03 21:43:40
Mocno mnie przeceniasz. Blog wyczerpuje moje pisarskie zapędy, a i on ostatnio wskutek męczącej fizycznie "prozy życia" (żeby pisać, myśleć trzeba mieć czas i siły) stracił wiele polotu. Do tworzenia fikcji literackiej trzeba umiejętności obiektywizacji, nieco fantazji i jako tako rozwiniętej inteligencji emocjonalnej. Ja zaś jestem autystycznym egoistą, umiejącym mówić jedynie o sobie, w kółko to samo, posiłkując się słowami (cytatami z) innych. Z duszą co najwyżej diarysty. To właśnie blog jest moim Bildungsroman...
-
Gość: Adam, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2013/07/05 08:54:41
Mocno Ciebie przeceniam czy Ty siebie nie doceniasz? Przecież marzyłeś o tym by być pisarzem. Już się poddałeś? A może to jest właśnie ta niewidzialna bariera, która oddziela tych, którzy piszą od tych, którzy chcieliby pisać. A może boisz się, że to co napiszesz będzie banalne, niedoskonałe, ("ale to już było" - za dużo przeczytanych książek sprawi, że nie będziesz wiedział, które pomysły są Twoje)? Boisz się zacząć? Ta pusta kartka...ta zmora....Nie poddawaj się.
-
2013/07/05 19:57:47
Poddałem się? Nigdy na serio nie próbowałem zostać pisarzem (na koncie mam tylko kilka wysilonych wierszy i pierwsze zdanie z fabularyzowanej biografii o Aleksandrze Wielkim). Jeśli zdarzało mi się o tym marzyć, to równie abstrakcyjnie i idealistycznie, co o byciu pianistą, piosenkarzem, reżyserem filmowym lub... detektywem z wydziału zabójstw... ;-)
Znam "zmorę pustej kartki", pisząc blog. Już z nim sobie nie w pełni radzę - myśl o powieści nie przychodzi mi wcale do głowy...