~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1269. „Tylko Twoja dłoń... stały ląd”...

  

Oglądam „Debiutantów” (USA’2010; reż. Mike Mills). Chwyta mnie za gardło i wywołuje łkanie, ilekroć on z nią, on bez niej (Anna: Why do you leave everyone? Why did you let me go? Oliver: Maybe because I don’t really believe that it’s going to work and then I make sure that it doesn’t work…). Ból, jak co dnia zresztą. Strach, roztrzęsienie, furia, wokół wzburzone morze

Znów znaleźć się w Twoich ramionach, wypłakać się, ukoić. Poczuć, powąchać, dotknąć. Wspominam na okrągło, bo tak tylko mogę cokolwiek zaznać…

  

„Życie, autentyczne życie, jest ponoć walką, niesłabnącym działaniem i szukaniem samopotwierdzenia, nasza wola swoją tępą głową wali w mur tego świata, i takie tam dyrdymały, ale kiedy spojrzę wstecz, widzę, że zawsze zużywałem większość energii na proste poszukiwanie schronienia, wygody i, przyznaję, przytulnego miejsca. (…) Przez całe życie tak naprawdę chciałem tylko jednego: chciałem być ukryty, chroniony i strzeżony, chciałem zaszyć się w miejscu, które byłoby ciepłe jak łono, skulić się w nim, ukryć przed obojętnym spojrzeniem nieba i groźnymi knowaniami powietrza. To dlatego przeszłość jest dla mnie takim schronieniem, wędruję do niej ochoczo, zacieram dłonie i zostawiam za sobą zimną teraźniejszość i jeszcze zimniejszą przyszłość”

                          [John Banville, Morze. Przeł. J. Jarniewicz].

  

piątek, 05 lipca 2013, alexanderson
filmy,Banville_John,kobiety,samotność