~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1282. Ars bene moriendi...

  

Miesiąc od czasu, gdy kosztem utraty dochodów zyskałem to, co niezauważenie mija, na czym mi tak zależy. I nic z tych wszystkich planów by skorzystać: projektowanych wypraw, o świcie zdjęć i miejsc do odwiedzenia. Jakiś rodzaj wyczerpania i niechęci, marnowania, przysypiania, zapuszczenia. Nie chce się golić, sprzątać, pójść wreszcie do fryzjera, czytać, ćwiczyć – głodzić się jest znacznie prościej niż zarabiać, marzenia na tapczanie wydają się bardziej przyszłościowe od szukania posady…

  

„Stracił poczucie czasu. Niekiedy, budząc się bez tchu (…) wiedział, że to dzień. Przez długie godziny leżał w tępym odrętwieniu, zbyt zmęczony, by się otrząsnąć ze snu. Wszystkie procesy w ciele przebiegały coraz wolniej. Zapominasz o oddychaniu – mówił sobie; mimo to nadal oddychał. (…)

Czasami wynurzał się na jawę niepewny, czy przespał dzień, tydzień czy miesiąc. Przypuszczał, że nie całkiem nad sobą panuje. Musisz jeść – powtarzał, po czym próbował się dźwignąć (…). Ale znów się odprężał, prostował nogi, ziewał, czując zmysłową przyjemność tak słodką, że pragnął tylko leżeć, gdy w nim falowała. Nie miał apetytu; jedzenie – branie różnych rzeczy i wtłaczanie ich przełykiem w głąb ciała – wydawało się osobliwym zajęciem.

A później, krok po kroku, sen stał się płytszy, chwile czuwania coraz częstsze. Nawiedzały go serie obrazów, prędkich i chaotycznych, nie potrafił ich śledzić. Miotał się z boku na bok, nie zaspokojony snem, lecz zbyt wyprany z sił, żeby wstać. Miewał bóle głowy; zaciskał zęby, krzywił się z każdym uderzeniem tętna pod czaszką”

    [John Maxwell Coetzee, Życie i czasy Michaela K. Przeł. M. Konikowska].

  

niedziela, 11 sierpnia 2013, alexanderson
samotność,praca,Coetzee_John Maxwell