~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1310. „Mnie pomsta, ja oddam”...

  

W kinach nowa „Carrie” (USA’2013; reż. Kimberly Peirce) według Stephena Kinga (jedno z tych najsłynniejszych nazwisk, z którymi nigdy nie chciałem się zapoznać), a mi przypomina się poprzednia wersja (USA’1976; reż. Brian De Palma), oglądana lata temu, późną nocą, w łóżku (pewnie też po kryjomu, bo trzeba było „światło gasić, cicho być i rano wstawać”). Co zrobiło wówczas na mnie największe wrażenie to obraz szkolnego poniżenia i stłamszenia nastolatki w matczynym domu, atmosfera religijnej bigoterii, ignorancja w sprawach seksu, własnej cielesności (szok z odkrycia przez protagonistkę menstruacji). Wykluczenie z grupy, uznanie za dziwadło – i narastający gniew na cały świat, aż chciałoby się go do szczętu spalić, innych zabić. Uświadamiam sobie nagle, że to o mnie – i o ile dłużej ciągnął się ten mój bezkrwawy koszmar…

Arcyobrońca pedofila z Tylawy, biskup Józef Michalik, występujący przeciwko edukacji seksualnej w szkołach, mówi, że „każde dziecko wie, jak jest zbudowana koleżanka czy kolega i nie musi do tego przy świadkach dochodzić”. Już ja najlepiej wiem, że jednak nie każde. I jak się z tą niewiedzą przez lata funkcjonuje, jaką tajemnicą, nieobjaśnioną przez nikogo, mogą być własne reakcje lub ich – brany za normę – brak. Jak się to bez-dojrzewania-dorastanie przenosi na inne sfery, wyklucza z kontaktów, oducza emocji, poczucia wartości siebie i samego życia, wpływa nawet na podejmowane prace i status materialny. Równie dobrze można by gwałcić mnie w dzieciństwie – byłbym dziś podobnie pełen lęku i rozbity. I nikt za to nie przeprosi, nikt się nie czuje winnym. Zostaje tylko wściekłość za własne wypaczenie, mordercza zawiść, że innym się udało nie być tobą…

  

„Jedną z rzeczy, jedną z bardzo wielu rzeczy, których się o sobie nauczyłem, albo z których zdałem sobie sprawę (…), jest to, że zawsze szukam czegoś lub kogoś, na kim mógłbym się zemścić. Nie wiem, za co miałbym się mścić ani jak dokładnie miałaby wyglądać ta moja zemsta. Przypominam w tym moją matkę: czekała, aż świat przeprosi ją za bezimienne krzywdy, które – jak sądziła – jej wyrządził. Podobnie jak ona nie mogę pozbyć się przekonania, że jest jakaś wina, którą należałoby kogoś obarczyć, że są do wyrównania jakieś rachunki. Ja mogę czekać, nie spieszę się, mogę czekać na właściwy moment, ale jestem pewien, że zostanę pomszczony, w jakiś sposób, w jakimś czasie. Być może, kiedy nadejdzie owa chwila, dowiem się, jaka była ta pierwotna obraza, ta pierwsza krzywda. Jest we mnie chaos; sam dla siebie jestem obcy”

                       [John Banville, Zaćmienie. Przeł. J. Jarniewicz].

  

poniedziałek, 21 października 2013, alexanderson
homo,samotność,Banville_John,filmy