~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1315. Memento mori...

  

Jeszcze nie wyjechałem – opóźniam nieustannie, bo nic mnie tam nie ciągnie. I nawet moje groby są bardziej tu, gdzie wszak nikogo nie mam, niż tam, pośród nagrobków z mym nazwiskiem, które zresztą zakończy razem ze mną swą historię…

Kochane ewangelickie – ostatnio nasila się pokusa, by po nich oprowadzać. Dorzucam nieco do skarbonek Krystyny Jandy i Kazimierza Kaczora (wstyd nieco, że tak skromnie – jak w końcu wygram w Totolotka, obiecuję wspierać te cmentarze regularnie); widziałem także kwestujących Magdę Umer, Bożenę Stachurę, Annę Czartoryską i Arkadiusza Janiczka. Miałem jeszcze czekać na debiut Jarosława Kuźniara, lecz szybko się poddałem. Zamiast tego krótki spacer Żytnią, na chwilę do Śródmieścia (odsłonięty wreszcie front katedry), coraz smutniejszy nastrój. Jakaż to pusta egzystencja, której – od lat dziecinnych – jedynym celem jawi się przerwanie samej siebie…

  

„(…) kiedy świat, w którym obecnie spędzam swoje życie, w pełni się objawił, stwierdziłam, że do niego nie przynależę. Moje życie, dzień za dniem, to było odwracanie oczu, zażenowanie. Śmierć jest ostatnią prawdą, jaka pozostała. Nie mogę znieść myśli o niej. W każdej chwili, kiedy zastanawiam się nad czymś innym, na chwilę zapominając o śmierci, oddalam się od prawdy”

               [John Maxwell Coetzee, Wiek żelaza. Przeł. A. Mysłowska].

  

      

  

piątek, 01 listopada 2013, alexanderson
samotność,Coetzee_John Maxwell,rodzina,Warszawa