~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1343. Damned & Saved...

  

Chwilami – jakże tak naprawdę często, szczerze mówiąc – imaginuję sobie w swej dziecięcej naiwności rodzaj umowy, pakt, jaki zawieram z Bogiem, demonami, Panem ciemności, Fatum albo losem. Za siedem cyfr wyrzekam się połowy życia, tej jego części, co miałaby nastąpić po czterdziestce; godzę się z absolutną samotnością, bez-miłością, przyjmuję jeszcze większy ból, kalectwo, mogę nie zaznać nigdy, nie doświadczyć, nie próbować. Nie będzie łatwo, lecz to ma być ofiara, kontrakt coś za coś, uczciwy układ, gentlemen’s agreement. Dopiero później uświadamiam sobie, że przecież swoją część już dawno dałem darmo, czy raczej – rezygnuję z tego, czego i tak nie mam. Nie będzie rekompensat, odszkodowań, brak równowagi w świecie, dostają tylko ci, co mają, szczęście uśmiecha się do tych, co sobie radzą. Życie zmarnuję sobie bez płacenia, sam, na życzenie własne. Innego diabła nie ma…

  

„(…) na tym świecie nie można zbawić nikogo poza sobą, a Bóg zabawia się tymczasem, wydzielając skąpo żywność, ciepło i miłość, aby wykarmić sto istnień ludzkich pośród tłoczącej się wokół, pełzającej ciżby milionów potrzebujących. Jeden bochenek chleba i jedna ryba, które trzeba rozdzielić między pięć tysięcy nędzników – to Jego najlepszy żart”

             [Michel Faber, Szkarłatny płatek i biały. Przeł. M. Świerkocki].

  

poniedziałek, 06 stycznia 2014, alexanderson
samotność,Faber_Michel