~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1345. Misery...

  

„Dawno temu, w czasach dziecięcej naiwności, wierzył, że jedyną istotną miarę stanowi inteligencja, więc jeśli tylko będzie dość bystry, osiągnie wszystko, czego zapragnie. Studia uniwersyteckie nauczyły go skromności. Dowiodły mu, że wcale nie jest najbystrzejszy – co to, to nie. A teraz stoi oko w oko z prawdziwym życiem, w którym nie ma nawet oparcia w egzaminach. W prawdziwym życiu potrafi chyba jedynie cierpieć. W tym przedmiocie wciąż jest prymusem. Wygląda na to, że umie ściągnąć na siebie istny bezmiar niedoli i jakoś jednak wytrzymać. Nawet gdy włóczy się po zimnych ulicach obcego miasta, nie zmierzając donikąd, po prostu łażąc, żeby się gruntownie umęczyć i po powrocie do wynajętego pokoju móc chociaż zasnąć, nie znajduje w sobie najmniejszej skłonności do załamania się pod jej brzemieniem. Niedola jest jego żywiołem, a on czuje się w niej jak ryba w wodzie. Gdyby niedolę skasowano, nie wiedziałby, co ze sobą począć.

Mówi sobie, że szczęście niczego człowieka nie uczy. Za to niedola opancerza go przed przyszłością. Niedola jest szkołą duszy. (…)

Ale niedola nie przypomina oczyszczającej kąpieli, lecz raczej brudną sadzawkę, a on z jej kolejnych przypływów wcale nie wychodzi bystrzejszy ani silniejszy, tylko jeszcze bardziej otępiały i oklapnięty. Na czym właściwie polega to oczyszczające działanie, które jej się przypisuje? Czyżby jeszcze nie dość głęboko zanurkował? Czy będzie musiał przekroczyć granice zwykłej niedoli, wypływając na wody melancholii i obłędu?”

                [John Maxwell Coetzee, Młodość. Przeł. M. Kłobukowski].

  

poniedziałek, 13 stycznia 2014, alexanderson
samotność,Coetzee_John Maxwell