~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1347. Price Tag...

  

Po miesiącu od złożenia wniosku przez Internet, mogę wreszcie odebrać hologram uprawniający do Karty Warszawiaka (szczęśliwie bowiem za 2012 rok zeznanie podatkowe składałem w stolicy). Cóż mi jednak po niej, skoro zimowa aura nie zachęca obecnie do wychodzenia z domu – dopiero powyżej trzech w tygodniu wyjazdów do Centrum i z powrotem opłaca mi się bilet trzymiesięczny (skończył mi się wraz z początkiem stycznia). Nie stać mnie na niego zresztą – stać już na niewiele. Trzymam się postanowień, by jednak jeść obiady, choć więcej imponderabiliów w tym, niż smaku, odżywczości. Bary cenowo przegrać muszą z tą nędzą przyrządzaną w domu – paczka gotowych pierogów za 4 złote starcza mi na dwa dni, krokietów za 9 na trzy. To pozwala nie wychodzić poza limit 3 złotych na obiad. Przestałem kupować jakiekolwiek ciastka na zakąskę, pozwalam sobie jeszcze na zaledwie jedną, najmniejszą kostkę czekolady dziennie (choć jak się wreszcie skończy, nie wiem, czy wezmę w sklepie nową). Zarzuciłem piątkową „Wyborczą” (program telewizyjny spisuję z Internetu), nie mogę zrezygnować z „Polityki”. U fryzjera byłem ostatnio w październiku. Kilka ciekawych polskich filmów w kinach (nawet za 8 zł), parę książkowych marzeń – nierealne…

Trwanie na marginesie, w poczuciu ciągłego wyrzeczenia, omijania. Najgorsze zaś, że nawet znalezienie pracy nic nie zmieni – zawsze będzie góra tysiąc kilkaset złotych pensji, z niej 85 czy 90% na mieszkanie, do tego narastająca wściekłość, wyczerpanie. Bez celu i osiągnięć, przyjemności, zupełnie po nic, sam sobie i jedyny winny…

   

                     „Za darmo jest tylko śmierć, a i ona kosztuje życie”

                        [Elfriede Jelinek, Pianistka. Przeł. R. Turczyn].

  

niedziela, 19 stycznia 2014, alexanderson
Warszawa,praca,samotność,Jelinek_Elfriede