~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1352. Z cyklu: Przeczytane (XXV) - Styczeń...

  

1. Iain Gately, Kulturowa historia alkoholu. Przeł. A. Kunicka, Warszawa 2011;

2. Jerzy S. Majewski, Tomasz Markiewicz, Budujemy nowy dom. Odbudowa Warszawy w latach 1945-1952, Warszawa 2012;

3. Vladimir Nabokov, Oko. Przeł. A. Kołyszko, Warszawa 2005;

4. Paweł Muratow, Obrazy Włoch. Mediolan i Werona. Przeł. P. Hertz, Warszawa 2011.

  

piątek, 31 stycznia 2014, alexanderson
Tagi: książki
książki
Komentarze
Gość: Aliena, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/02/03 14:43:12
Do poprzedniej notki:

1) Suchy makaron wsypuję na talerz i w ten sposób oceniam, ile będę potrzebować. Dopiero potem wrzucam do wody. Najchętniej używam penne, bo spaghetti jakoś tak podejrzanie się rozrasta.

2) Podczas gotowania najlepiej stać nad garnkiem i sprawdzać, czy już. Kiedy przekrojona (albo nadgryziona) rurka makaronu jest w środku biała, to znaczy, że jeszcze nie, ale już wkrótce. Kiedy nie jest już biała, to można jeść. Kiedy cały makaron bieleje i mięknie, to znaczy, że odeszłam od garnka, żeby przeczytać tylko kilka stroniczek i teraz mam za swoje. Makaron można wywalić i całą procedurę powtórzyć od początku.

3) Do rozpuszczenia sosu z torebki radziłabym brać pół szklanki wody i energicznie mieszać na gazie. Stopniowo zgęstnieje.

Nauka prostych rzeczy bywa mozolna (i zawstydzająca), ale to naprawdę da się opanować. Dziś się nie uda, a jutro tak. Nie ma się co przesadnie przejmować.
-
2014/02/03 19:09:09
Do wszystkich tych rad sam doszedłem już dawno - makaron "zwykły" (właśnie "penne") plus sos z proszku serwuję sobie co jakiś czas i mniej więcej mi się to udaje; problem pojawił się ze spaghetti, którego ilość trudniej ocenić i które podczas gotowania ciągle wydawało mi się za twarde. Sos też był inny niż dotychczas, rzadszy, więc wody okazało się za dużo... ;-)
Największy problem w tym, że ja mam organiczny niemal wstręt do gotowania i jedzenia, więc nie zachęca mnie to do spędzania czasu w kuchni i kolejnych prób...
-
Gość: Aliena, *.dynamic.chello.pl
2014/02/03 22:41:43
Do licha, że też nic mi nie podpowiedziało, że zamiast się wymądrzać o makaronie, lepiej wspomnieć o "Obrazach Włoch" ;-)
(najpiękniejszy, ukochany, najcenniejszy przewodnik w imaginacyjnej podróży, którą tyle razy odbywałam, siedząc w ogródku z książką i planem Rzymu...)