~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1374. Time of my life...

   

Jedynym plusem jej pobytu są obiady, jadane na Nowym Świecie, w „Barbakanie” (ładniutki i cichy młody kelner), deser u Wedla (chłopiec przy oknie z fajnym noskiem) – jednorazowe ceny powyżej moich tygodniowych kosztów. Trudno jednak wytrzymać – to wychodzenie dopiero przed południem, smętne spacery bez-zdjęciowe, te jej godziny malowania się, krzątania; że siedzi obok lub zostaje z tyłu, patrzy, ocenia moje żółte spodnie, myśli coś, widząc tytuł „Perwersja” na stoliku, musi być świadkiem mojego „Cześć” z sąsiadem, z którym by chciało się coś więcej, a nie potrafi zrobić kroku dalej. Marnuję czas, bezcenną każdą minutę prywatności – po tych trzydziestu latach z nią, przed kolejnymi trzydziestoma u niej

  

„– (…) ze mną się trudno żyje. Polega to między innymi na tym, że ja nie chcę mieszkać z innymi ludźmi.

– (…) Chcesz mieszkać sam?

– Tak. Tak i nie. Chcę móc decydować, kiedy jestem sam”

                    [John Maxwell Coetzee, Lato. Przeł. D. Żukowski].

   

niedziela, 30 marca 2014, alexanderson
Coetzee_John Maxwell,Warszawa,rodzina,homo,samotność