~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1398. Jeszcze raz żegnam Was, nie spotkamy się...

  

Pakowanie trwa do chwil ostatnich; niestety: przeceniam ładowność mych bagaży – trzeba wyrzucić stare ubrania, kosmetyki, zostawiam też w mieszkaniu wentylator, czajnik, pościel, dywanik, kubek z napisem „Super mega ekstra fajny chłopak”, szklanki. Właścicielka i jej mama (widziane drugi raz w życiu przez trzy lata) nie mogą się nachwalić, jak dobrze opiekowałem się mieszkaniem („Nawet kwiatki przeżyły!”). Trzeba będzie jednakże rozliczyć się za wodę – uzbierała się ogromna dla mnie kwota, na której spłacenie mam pół roku. Nie mam już tylko z czego, bo wyjeżdżam bankrutem…

  

Jeszcze dzień wcześniej, przed wieczorem, przyjmuję na usilną prośbę jednego z zainteresowanych wynajęciem. Wyprowadzając się, już z walizkami, natykam się w drzwiach na kolejnych – parę chłopców. Poprzednio kandydatów było sporo, trudno się dziwić – w tej cenie (bezpośredni dojazd z Centrum, zielona okolica, gustowne urządzenie) lokal jest jednym z atrakcyjniejszych w Warszawie. Moje ładne, przytulne mieszkanie – czy będę jeszcze kiedyś miał okazję, by znowu móc o jakimś myśleć jak o swoim?...

  

„Szkoda, że musi Pan wyjeżdżać”. Też żałuję. Straciłem jedyne dla mnie miejsce, szansę na wyjście do ludzi, wolność i samodzielne bycie, cień nadziei…

  

W pociągu naprzeciwko chłopiec z fajną fryzurą (co trzeba powiedzieć, żeby tak obcięli? Ja, znów nieco zapuszczony, zapewne nie wyglądam na mieszkańca stolicy – a teraz nie muszę się już starać). Z jego telefonicznych rozmów i przeglądanej książki wynika, że jedzie jako wychowawca na obóz kolonijny dla 12-latków. A sam wygląda tak młodo. Umawia się z przyjaciółmi na kolejny wakacyjny wypad: „Wszyscy mamy urlopy, to szkoda siedzieć w Wawie”, mówi – ile bym dał, by móc się tam za niego nudzić. Wyciąga wielkie słuchawki, wierci się i podryguje do muzyki; pan obok coś ogląda na tablecie, a ja przez całą drogę wpatrzony w zapłakane okno. Bawią się ludzie, żyją – a mnie się życie kończy…

  

wtorek, 03 czerwca 2014, alexanderson
samotność,Warszawa