~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1399. Warszawski sen...

  

Trwało to 2 lata 11 miesięcy 2 tygodnie. Nie miało się zakończyć, nie sądziłem, że wrócę. Tyle wyrzeczeń, starań, a teraz znowu tu, wśród ścian, co przez całe życie więzieniem. Rozwiało się, zniknęło wszystko, jakby śniło…

 

 „(…) obudziłem się w swoim starym pokoju. Jak często, będąc małym chłopcem, leżałem tutaj w letnie poranki, takie jak ten, unosząc się w oparach marzeń, przekonany, że już wkrótce wydarzą się wielkie rzeczy, że czekający we mnie pączek rozwinie się w cudownie skomplikowany kwiat mojego przyszłego życia, które w końcu naprawdę się zacznie. Jakie ja miałem plany! Nie, nie plany; były zbyt mgliste, zbyt wielkie, zbyt dalekie, by nazywać je planami. Nadzieje, może? Też nie. Sądzę, że były to marzenia. Fantazje. Iluzje”

                       [John Banville, Zaćmienie. Przeł. J. Jarniewicz].

  

piątek, 06 czerwca 2014, alexanderson
Banville_John,Warszawa