~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1416. Dom niespokojnej starości...

   

Na opustoszałym rynku przyzywa mnie z okna ceglanej kamienicy staruszka („Gdzie Pan idzie? Halo! No podejdź Pan tu”). Musi być spragniona towarzystwa („Widzę, że idzie taki ładny chłopak – nie wiem: chłopak czy dziewczyna, ale chyba chłopak, czapkę se założył – to myślę, że zawołam, bo u mnie pięć dziewczyn, wnuczki mam, ale teraz sama siedzę”). Wydaje się przygłucha, albo coś układa sobie w głowie po swojemu – nieswojo się rozmawia z kimś, kto zadaje ciągle te same pytania i nie pamięta lub przekręca odpowiedzi (kilkakrotnie powtarzam, że idę na spacer, a ona, że „Do babci? Na dworze ta zabawa?”). Wspominam coś o nadchodzącej chmurze, możliwym deszczu, nie wiem, co dalej mówić, w końcu żegnamy się, uciekam – od niej, od swojej nieporadności, skrępowania. Też będę kiedyś tak jak ona – tyle że wyżej, niedostępniej, za firankami, lękając się zagadać…

  

                         „Starość to inny gatunek,

                         jego głosem jest nic”

                                        [Robert Lowell. Przeł. P. Sommer].

   

poniedziałek, 04 sierpnia 2014, alexanderson
samotność,Lowell_Robert