~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1417. Legacy...

  

Jak można było wyjechać z Warszawy? Zadręczam się codziennie, nie daję rozgrzeszenia. Tęsknota za tamtą swobodą, paradoks położenia: pragnę mieć kogoś i muszę mieszkać sam – nie mam nikogo, a sam już też nie mieszkam. Tu każda chwila prowadzi do rozstroju, po dwóch miesiącach od powrotu wróciło wszystko złe, szaleję. Nie mogę znieść ich rozmów, siedzenia w mym pokoju, tych jej odzywek, gestów, czepiania się, „Co czytasz?”, „Miałeś telefon?”, „Nie wychodź w taki upał”, „Skosztuj”. Nie odpowiadam – szczekam. Biję się w głowę, po oddech uciekam do łazienki, na bezdroża. „Jak ty się zachowujesz, dlaczego taki jesteś?”. Bo takim mnie ukształtowałaś, mamo, i nauczyłaś tylko bać się, wstydzić, wściekać…

   

„W mieszkaniu zrobiło się duszno, ciężko; tyle niedobrych emocji zawisło w powietrzu. To, co żyje prawie w każdej rodzinie, ale w ukryciu – i jeśli czasem narobi zamętu, to miłość i zaufanie nie pozwolą trwać temu długo – u nich teraz wypłynęło, wyrwało się na powierzchnię, rozlało szeroko i zatopiło ich życie, tak jakby między ojcem, matką i córką istniały tylko nieporozumienia, podejrzenia, pretensje, kwasy.

Czyżby ich wspólny los rodził tylko rozdźwięki i wzajemną obcość?”

                       [Wasilij Grossman, Życie i los. Przeł. J. Czech].

  

sobota, 09 sierpnia 2014, alexanderson
rodzina,Grossman_Wasilij