~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1420. Tożsamość miejsca...

  

W ostatnim czasie coraz to nowi z podczytywanych w sieci o kupnie sobie mieszkania. Nawet nieletnia córka mej kuzynki, mieszkająca (wobec ograniczenia rodzicielskich praw jej matki) z moją ciotką (którą traktuje nadzwyczaj przedmiotowo zresztą), ma już przygotowane od niej własne lokum na osiągnięcie dojrzałości i czas studiów. Zawistny wobec cudzego powodzenia, kwestii mieszkania właśnie nie mogę znieść najbardziej. Myśl, że ja nigdy, że to, co niezbędne dla osiągnięcia równowagi – nierealne. I nawet te trzy lata w warszawskiej kawalerce – jedyne bodaj w życiu: same – wydają się z obecnej perspektywy fanaberią. Bo lepiej było wynajmować z kimś, żeby obniżyć koszty i przedłużyć; bo jeśli jeszcze kiedykolwiek, to tylko wespół, z obcym, dla siebie mając ledwie pokój. Niewielu chyba jednak takich, z kim ja mógłbym – traf chciał, że T. mi składał mailowo propozycję, gdy ja w stolicy podpisywałem już umowę, wpłacałem zaliczkę. Trzeba mi było wymówić to po roku, na jeszcze mniej się godzić, byle tylko nie wrócić tu, tam przetrwać. Tu zaś te niezamykane nigdy drzwi, lęk i oglądanie się przez ramię, brak luzu, prywatności. I tak już zawsze pewnie, tak samo jak pisanie o tym samym nieustannie. Nie mając swego miejsca, nie mogę też być sobą i z każdym dniem zatracam coraz bardziej to, kim jestem…

   

„Każdy ma swoją przestrzeń, przeznaczoną tylko dla niego. Czasem potrzeba całego życia, żeby ją znaleźć, i niepodobna już objąć jej w posiadanie, bo człowiek od samych poszukiwań oślepł i nie umie dostrzec własnej swoistości”

                   [Michael Krüger, Wiolonczelistka. Przeł. A. Kopacki].

  

środa, 27 sierpnia 2014, alexanderson
samotność,rodzina,Kruger_Michael