~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1431. La Grande Illusion...

  

W istocie jeszcze nic, dopiero kilka dni – wymiana paru zdań, dość licznych komplementów. Niby jak z dziesiątkami innych (kto by pomyślał, że ja taki rozmowny?), ot tak, a jednak pierwszy raz z nadzieją. O ślubie, urządzaniu domu nawet żarty (?) po pierwszych już godzinach. Jak tego nie spieprzyć, gdy nie ma się (wciąż!) wprawy; co myśleć, mówić, robić, w którym kierunku zmierzać? Jak zbliżyć się przy tej odległości, do siebie przekonywać, nawiązać więź, polubić? Pominąć różnicę wieku i doświadczeń. Przemienić w rzeczywistość, w fakty to, co romantyczną jedynie fantazją, o cudzie jest marzeniem…

Prześliczny, słodki, przeuroczy – najfajniejszy chyba chłopak na Kumpello. Już dawno zwróciłem nań uwagę. A teraz on uśmiecha się też do mnie. Być może to tylko uprzejmość – trudno przypuszczać, bym miał u takiego ciacha jakieś szanse. Znowu więc może się zapowiadać jednostronność – a jednak nie sposób się powstrzymać, ten pierwszy-raz-aktywnie nie spróbować…

  

„Odczuwałem tę niepokojącą euforię, to szczęśliwe, bezradne rozchybotanie, które zawsze odczuwa człowiek, mający za chwilę obdarzyć kogoś miłością, na stromym początku tego uczucia. Gdyż nawet w tak młodym wieku wiedziałem, że zawsze jest ktoś kochany i ktoś kochający, wiedziałem też, która z tych ról jest w tym wypadku mnie pisana”

                          [John Banville, Morze. Przeł. J. Jarniewicz].

  

sobota, 04 października 2014, alexanderson
Banville_John,homo