~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1464. Drobne szaleństwa dnia codziennego...

  

                    „W moim odciętym pokoju

                    robię postępy w mówieniu do siebie”

                                        [Robert Lowell. Przeł. P. Sommer].

  

Popołudniowe wydarzenie na podwórku: żyjący chyba samotnie pan z psychicznym odchyleniem dostaje jakiegoś napadu – krzyczy od kilku dni „do kogoś”, awanturuje się, nie daje drzwi otworzyć. Przyjeżdża na sygnale doń policja, straż pożarna, zabiera go karetka. Sąsiedzkie głowy w oknach (zaćmienie słońca w piątek nie miało tylu obserwatorów), strojący sobie żarty chłopacy na podwórku. Być może za dwadzieścia czy trzydzieści lat historia się powtórzy – odwrotnie niż u Marksa farsa się zmieni w dramat, znów będzie widowisko, przyjadą właśnie po mnie (por. 1416). Już teraz można wytknąć palcem, zaczynać odliczanie…

    

                    „Ile pokarmu da się wyciągnąć z szaleństwa

                    ile z obsesji śmierci

                    zanim osiągną one krytyczny punkt

                    kiedy już nic z niczego nie da się wysnuć

                    kiedy nic do niczego nie zmierza

                    kiedy na spotkanie nie pojawia się nikt”

                                        [Julia Hartwig, Zanim].

  

niedziela, 22 marca 2015, alexanderson
samotność,Hartwig_Julia,Lowell_Robert