~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1465. There and Back (II)...

 

I znowu do Wrocławia na doczepkę. I tak jak przed trzema tygodniami (por. 1461) – trasy te same (Rynek, Ostrów), wstyd przed wyciąganiem aparatu, sklep jeden i bezowocne przymierzanie: żałosne, jak skromna jest moja garderoba – nie mam ni jednej koszuli, garnituru, wyjściowych spodni, butów czy marynarki; ubieram się casualowo (?), półsportowo z przetartych szmat – do miejsc, gdzie chociażby na rozmowie kwalifikacyjnej obowiązuje jakiś dress code, lękam się nawet zgłaszać. Z zazdrością patrzę na młodych ludzi, jak w prosty (wyrafinowany?) sposób zyskują modny look, podczas gdy ja od wielu lat nie umiem kupić dżinsów, obciąć się u fryzjera…

Remontujący przejście podziemne na Świdnickiej krzyczą mi za plecami „Homo niewiadomo!” – widocznie barwa cytryny na nogawkach to nazbyt wiele jak na otwartość „miasta spotkań”. A może błędnie, nie pierwszy raz już tłumaczenia szukam w ubraniu – podczas gdy to mimika, gest, sposób chodzenia mnie zdradzają (musi być w środku coś, czego sam nie znam; lęk i nieśmiałość paradoksalnie owocują prowokacją). Pizza w „Sycylii”, zwiędłe krokusy i tanie książki z wydawnictwa Czarne. Z pociągu marsz do domu przez zmierzchający park, wskazuję mamie kosa na gałęzi, w ruinach mauzoleum Hoymów śmieje się (pije?) młodzież; przed snem „Zabójca” (Włochy / Francja’1961; reż. Elio Petri) z Mastroiannim. I tyle – może kiedyś, znów, po coś i na chwilę, uda się wyrwać tam, lecz trzeba tutaj wrócić…

  

czwartek, 26 marca 2015, alexanderson
homo,filmy,Wrocław