~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1533. L’Espace du dedans...

Przy wszystkich zastrzeżeniach, niechęci do samej jej istoty, obecna praca wydaje się niemalże idealna – konserwuje moje społeczne ułomności, nie zmusza do kreatywności i rozwoju, pozwala zamknąć się w rutynie mechanicznych działań, odzywać tylko, gdy trzeba konkretnej odpowiedzi: co, gdzie, kiedy. Przejście z peronu do stadionu zajmuje mi 5 minut, większym wysiłkiem jest siedzieć wciąż przy biurku. Nie było mnie na firmowej imprezie przedświątecznej oraz grze miejskiej w ramach integrowania grupy – to, że w dni robocze nie mam ochoty spędzać zimnych wieczorów we Wrocławiu nie było, chyba jasne, głównym powodem rezygnacji. Chociaż odbębnić swoje i wrócić do domu jak najszybciej, to rzeczywiście moje prymarne założenia… Była już pierwsza pensja, więc grudzień jest nadrabianiem zaległości: promocje i zamawianie mnóstwa książek – sam sobie sprawiam wielki prezent pod choinkę; rodzice z tym na ogół źle trafiają, nikt więcej mi go nie da. Skoro nie może być Warszawy, tych kilku osób, na których mi zależy, sensu w przymusie pracy, mieszkania i wolności, to niech me nędzne życie odbywa się chociaż jak najmniejszym kosztem dla psychiki, bez zbędnych kompromisów czy rezygnacji z dziwactw, maleńkich przyjemności, samo-dla-siebie-w-sobie

„Powie mi pan też: »Skoro tak pan nienawidzi biurowego czasu pracy, akt i polis, raportów i protokołów, skarg, zezwoleń i załączników, to czemu nie miał pan na tyle odwagi, żeby rzucić wszystko i żyć naprawdę zgodnie z własną fantazją i pragnieniami, nie tylko nocą, ale także rano, w południe i wieczorem? Dlaczego ponad połowę swego życia złożył pan w ofierze biurokratycznej bestii, która zniewala pana tak samo, jak pańskie anioły i demony?« Stosowne to pytanie – sam je sobie zadawałem po wielekroć – ale takaż jest i moja odpowiedź: »Ponieważ świat fantazji, rozkoszy, pragnień, świat wolny, moja jedyna i ukochana ojczyzna, nie przetrwałby nienaruszony w warunkach niedostatku, biedy, kłopotów finansowych, udręki zadłużenia, ubóstwa. Sny i pragnienia są niejadalne. Moja egzystencja podupadłaby, stając się własną karykaturą«. Nie jestem bohaterem, nie jestem wielkim artystą, brakuje mi geniuszu, nie mógłbym się zatem pocieszać nadzieją, że jakieś moje »dzieło« mnie przeżyje. Moje aspiracje i zdolności ograniczają się (…) do umiejętności odróżnienia w otaczającej mnie gmatwaninie możliwości tego, co kocham, od tego, czego nie znoszę, tego, co upiększa moje życie, od tego, co je szpeci i bruka głupotą, tego, co mnie wprawia w zachwyt, od tego, co mnie załamuje, tego, co napawa mnie rozkoszą, od tego, co zadaje mi cierpienie. Ażeby po prostu móc nieustannie korzystać z owej zdolności dostrzegania sprzeczności, potrzebuję zabezpieczenia ekonomicznego, a to zapewnia mi moje zawodowe zajęcie, skalane kulturą formalności, zabójczy miazmat, (…) który stał się powietrzem, jakim wszyscy oddychamy. By móc zaistnieć, fantazje i pragnienia – moje przynajmniej – wymagają minimum spokoju i pewności. W innym przypadku zwiędłyby i umarły. Jeżeli zamierza pan z tego wnioskować, że moi aniołowie i demony są zakutymi mieszczuchami, będzie pan miał absolutną rację. (…)

Jednak mimo że moje życie to Tantalowe męki, codzienne zmagania moralne pomiędzy biurokratycznym balastem mojej egzystencji a skrytymi w mym jestestwie aniołami i demonami – pan mnie nie pokonał. Nieodmiennie udaje mi się, na przekór temu, co robię od poniedziałku do piątku od ósmej do szóstej po południu, zachować ironię pozwalającą gardzić zajęciem, gardzić sobą za jego wykonywanie, dzięki czemu pozostałe godziny wynagradzają mi to, przynoszą zbawienie, rekompensują straty moralne i uczłowieczają (co w moim przypadku zawsze oznacza izolację od gromady, od stada). (…) Obecnie jestem sam (…) a więc czytam, kontempluję ryciny, przeglądam swoje zeszyty i uzupełniam listami (…), ale przede wszystkim fantazjuję, marzę, buduję lepszą rzeczywistość, oczyszczoną z odpadków i narośli (…) przez które ten świat jest tak mizerny, tak plugawy, że trudno, żebyśmy nie śnili o lepszym. (…)

Wszelako te szczęśliwe chwile nie byłyby możliwe bez ogromnej frustracji, jałowej nudy i gnębiącej mnie rutyny życia rzeczywistego

[Mario Vargas Llosa, Zeszyty don Rigoberta. Przeł. F. Łobodziński].

sobota, 19 grudnia 2015, alexanderson
Wrocław,samotność,praca,książki,Vargas Llosa_Mario