~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1535. ...„my library / Was dukedom large enough”...

Najlepsze w tym całym obłudnym świętowaniu są dni wolne od pracy, smak kilku dań, prezenty. Każdemu z nas dostało się po kapciach oraz książce – mnie nawet cztery, z czego sam sobie kupiłem dwie (piąty tom „Sztuki polskiej” z Arkad i „Sztukę budowania” Jana Knothe) i zapakowane schowałem pod choinkę (odbieram z paczkomatu w dniu Wigilii), do tego niespodzianki na minus i plus – opasły tom, od wielu dni oczekujący w kącie, okazał się powieścią „Nowy Jork” Edwarda Rutherfurda (księgarz polecał mamie; ostatni raz dostałem od niej – i w ogóle – prozę przed bodaj dwudziestoma laty: „Hrabiego Monte Christo”, jeden z ważniejszych tytułów mego życia, który miał pecha stać na samej górze wśród książek dla dzieci i młodzieży, oddała później bez pytania, gdy mieszkałem w stolicy, jakiejś placówce opiekuńczej. Tak też straciłem pośród wielu innych „Alicję w Krainie Czarów”, przygody Tomka Wilmowskiego, „Chatkę Puchatka” i cudnie ilustrowanego „Konika Garbuska”), natomiast już kilka dni wcześniej ciocia, co mieszka parę kroków od nas i często wpada z ciastem, zupełnie nieoczekiwanie przyniosła mi „Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk – 900 stron w dużym formacie; wczoraj zacząłem z fascynacją czytać, jutro zamierzam skończyć. Dla mamy album o polskich królewskich rezydencjach (black Friday w BOSZ-u za pół ceny, grzech było nie skorzystać, wzbogacając przy okazji kolekcję książek o Warszawie o cztery tomiki fotografii od lat 40-tych do 70-tych), dla ojca reportaże historyczne Magdaleny Grzebałkowskiej („1945. Wojna i pokój” – świetnie się będą uzupełniać z „Wielką Trwogą”). I jeszcze dziesięć innych tomów dla mnie (doszły w grudniu). Tym samym zostaje przekroczona masa krytyczna – nie ma już na nic miejsca, pięćdziesiąt półek w dwóch pokojach nie wystarcza. Dlatego nie chwalę się na ogół nowymi nabytkami, żeby nie drażnić mamy; układa się wymyślnie wszystko, żeby coś jeszcze zmieścić – bo przecież nie zrezygnuje się z jedynej swojej przyjemności, nawet gdy staje się obłędem, niczemu już nie służy…

„Nagle wpadł w zły humor, patrząc na tę niesamowitą i niezrozumiałą masę książek. Co dawały książki? Doświadczanie. Lecz żadne doświadczanie nie pomagało. Teraz, u schyłku ostatniego etapu swego życia, niemal wrogo przyglądał się książkom, które zawsze odpowiadały jedynie na szczegóły. Na całość nie umiał odpowiedzieć nikt”

[Sándor Márai, Książka. Przeł. I. Makarewicz].

sobota, 26 grudnia 2015, alexanderson
książki,rodzina,Shakespeare_William,Marai_Sandor