~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1611. Birdman...

Zaczyna się otwieranie okien w pracy i przeciągi. W ubiegły poniedziałek jednak straszne zimno – wieczorem katar, rozwijający się przez dni kolejne, w a piątek wieczór już gorączka, mocno zmieniony głos i kaszel. Weekend pod kocem, sennie, bez czytania. Wczoraj wyraźnie lepiej, ale też pierwszy raz urlop na żądanie, by jeszcze dojść do siebie. A dziś do pracy, gdzie oczywiście beze mnie zaraz zaległości. I z miejsca katar zatokowy, niemożność oddychania. Zwalniam się kilka godzin wcześniej, a jutro do lekarza…

Nie można było jeszcze się nacieszyć słońcem i niebem, białymi obłokami. W oko mi wpada każdy ptak, gdy idę, jadę, patrzę. Kos zadomawia się pośród najbliższych bloków, zaczyna dzień i kończy koncertami. Rudzik wygląda z krzaków pośród działek, w parku na tej samej gałęzi stukają cztery sójki, kowalik podlatuje z dróżki na pniak po ściętym drzewie, by zacząć śmiesznie śpiewać (pierwszy raz widzę go w tej pozycji – dotąd na pionie pnia, najczęściej głową w dół), w jednej z mijanych wsi wysoki komin, gniazdo, a w nim dziś pierwszy bocian, czapla na moście, wokół stadionu pliszki siwe, pod siatkę jego elewacji chętnie wlatują kopciuszki, a tam, gdzie pusty peron pośród pól, gdzie codziennością już żurawie, gęsi, myszołowy – dostrzegam kilka razy w dali parę czajek, akrobatyczny lot godowy samca (najbardziej sensacyjna z moich obserwacji ornitologicznych, duże zadowolenie z trafnego rozpoznania). Chciałoby się zatrzymać, podejść, zrobić zdjęcie – bo przecież żadna praca nie jest warta, by spiesząc do niej, marnować tak przyjemne okazje…

wtorek, 28 marca 2017, alexanderson
Tagi: praca
praca