~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1625. Hello, loneliness...

I już, po wszystkim, koniec (a przecież wakacje dopiero się zaczęły) – od dzisiaj znowu w pracy. Powrót to nieco traumatyczny – tak jak i wyjazd ze stolicy w czwartek. Spotkanie po trzech latach z wielkim miastem ponownie mnie oszołomiło: zrezygnowałem z planów muzealnych na rzecz ulic, rozkoszy snucia się, spacerów. Mieszkanie przy Placu Konstytucji, obiad zawsze w Mleczarni opodal Placu Zbawiciela, codziennie Trakt Królewski w obie strony. I wszystko na piechotę. Bardziej to, co już znane, niźli nowe – nie było drugiej linii metra, Placu Europejskiego z Warsaw Spire, muzeum Polin, Katyńskiego; zaglądam kilka razy na bulwary, co nad Wisłą, jadę (użyty jeden bilet w ciągu dziesięciu dni) do Business Garden (a wracam już na nogach, przez Pole Mokotowskie). Mijam Giertycha na Placu Teatralnym, zmieniam lokalizacje w randkowej aplikacji – lecz przecież nie zakładam żadnych spotkań. A wieczorami potworne bóle nóg (za ciasne buty) i przeglądanie zdjęć, których tak dużo niby, a tak niewiele wyszło. I udawanie, że oto samodzielne życie – swoje mieszkanie w swoim mieście. To chyba nawet było głównym celem…

poniedziałek, 03 lipca 2017, alexanderson
samotność,Warszawa