~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
1705. Upadek człowieka pod dworcem prowincjonalnym...

W drodze do pracy, kładka ponad torami, mokre od rosy schody, pięta zbyt blisko krawędzi, poślizg i zjazd po kilku stopniach na pośladkach, na szczęście bez uszczerbku. Ślad tylko gdzieś na spodniach z tyłu, brud na właśnie kupionych białych trampkach, zgięte w portfelu karty. Wstyd, że ci z końca peronu to widzieli…

Kilka lat przed tym i kilka metrów w dół, tuż obok, stąpnięcie złe na szynę, skręcona-jakby kostka (dzień przed wyjazdem do Krakowa z rodzicami); a wcześniej jeszcze, w końcu trzeciego roku studiów, po zejściu z kładki już, przy przechodzeniu pod nią przez ulicę, potrąca mnie samochód, przejeżdża mi po stopie (mój rozerwany trzewik leci w dal, łokciem łamię lusterko; do licencjatu już o kuli, kuśtykam przez wakacje)…

Trzy razy, jedno miejsce. Fatum ostrzega (następny będzie pociąg?), czy Anna Karenina wzywa depresyjnego rusycystę: „do mnie pójdź, skaczże wreszcie!”…

piątek, 12 października 2018, alexanderson