Dziennik człowieka zbędnego ~ bez właściwości ~ z podziemia
środa, 07 grudnia 2016
1601. A weight of carrion flesh*...

Mija trzynasty miesiąc pracy. Wciąż sypiam w dni powszednie po pięć godzin. Przyzwyczajam się do swoich obowiązków, jakkolwiek wciąż nie widać w nich większego sensu – z pewnością trudno byłoby tak spędzić całe życie. Trud po nic, przyszłość żadna, chroniczne przemęczenie. Własne ograniczenia też nie pomagają, pogłębiają się niektóre złe nawyki – gdy wyjaśnienia z sądem odnośnie jakiejś sprawy wydają się wykraczać poza standard, zdarza mi się wychodzić z open space’u, szukać odosobnienia, korzystać z prywatnego telefonu. Wstyd przed rozmową wobec osób trzecich. Jakiś płaczliwy ton i drżenie w moim głosie, gdy trzeba o coś spytać czy zwrócić się o pomoc. Szczęśliwie, wiele też tu automatyzmu, godziny mechanicznego oklejania albo weryfikacji pism w systemie. I milczenie…

Prócz sądów, komorników piszą też zwykli ludzie. Kolejne takie moje doświadczenie wglądu. W warszawskim ministerstwie była to pomoc finansowa z Unii, szczegóły wniosków i projektów, inwestycji. Potem, w Krajowej Radzie Sądownictwa – skargi obywatelskie, skrzywdzeni i poniżeni, niepowtarzalny splot stylistyk, form i argumentacji, meandrów ich myślenia i pojmowania świata. Na kartkach krzywo wyrwanych z zeszytów, ścinkach papieru gdzieś w aresztach, hieroglifami lub komputerowo, czasami na dziesiątkach stron to samo; przypominało to niekiedy (kolory, miniaturyzacje, powiększenia, nakładające się na siebie wersy, zmiany kierunków tekstu) jakieś mentalne mapy, rodzące podejrzenia – już nawet bez wnikania w treść – odnośnie zaburzeń potencjalnych ich autorów, psychopatii. A teraz, tutaj nie wyzwiska już, nie spiski – raczej błagania, prośby. Ludzie na skraju, bez dochodów, w spirali długów, schorowani – ruina życia, nędza i opuszczenie. Umórzcie, rozłóżcie na raty lub darujcie. Kłuje coś wtedy w sercu i łza się w oku kręci. Nie ja naciskam, decyzje podejmuję – tylko otwieram listy. A jednak czuję się niczym element systemu represji, nóż wrzynający w ciało – bieda nie łączy mi się jakoś z wymogiem spłaty długów…

* William Shakespeare, The Merchant of Venice (Act 4, scene 1)

22:48, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 30 listopada 2016
1600. Z cyklu: Przeczytane (LIX) - Listopad...

1. Brian Moynahan, Leningrad. Oblężenie i symfonia. Przeł. J. Korpanty, Warszawa 2016;

2. Sylvie Germain, Tobiasz, syn Teodora. Przeł. M. Hołyńska, Warszawa 2004;

3. Wiktor Pielewin, „Omon Ra” i inne opowieści. Przeł. E. Rojewska-Olejarczuk, Warszawa 2007;

4. Stanisław Cynarski, Zygmunt August, Wrocław 2004.

Tagi: książki
21:53, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 21 listopada 2016
1599. Stranger Danger...

Dwie koleżanki z pracy, z którymi jestem tu najbliżej, najswobodniej, próbują podpytywać, co robię po godzinach, jak spędzam każdy wieczór (widocznie wzbudza coś w mym otoczeniu wątpliwości, wydaje się odmienne, intryguje). Potem zdziwienie odnośnie nielubienia alkoholu, niepróbowania nigdy papierosów, braku kontaktu z „trawką”. I że nie bywam w knajpach, nie chodzę na imprezy. Ale masz przecież jakichś znajomych? – pytanie trafia celnie. Udaje się wymijająco odpowiedzieć, zaraz odejść. Wiem, że o życiu seksualnym, mieszkaniu z rodzicami doplotkowały sobie pewnie same, a jednak kusi mnie przez chwilę, by poczuć znów smagnięcie bicza, podsłuchać je pod drzwiami…

„Niekiedy odczuwałem osobliwe ciepło w głębi serca na myśl, że zostaję uznany za osobę szaloną”

[Michael Krüger, Wiolonczelistka. Przeł. A. Kopacki].

poniedziałek, 14 listopada 2016
1598. Lonely in a crowd...

Przyjęcie na osiemnaście osób w restauracji (siedemdziesiąte urodziny jednej z ciotek) – większość rodziny ze strony mojej mamy. Nie bywam zasadniczo – tym razem się nie dało. Mniej picia niż można było się spodziewać (mały kieliszek wódki sączę na cztery raty, do tego większy wina domowej roboty – ten tylko alkohol mi smakuje); jedzenia nadto, dobre. Córka jednej z kuzynek, już maturzystka (jestem aż taki stary?), piękniejsza niż pamiętam – bardzo mi przypomina Keirę Knightley. „Nawet pedały mi nie przeszkadzają, o ile nie dobierają się do mojej dupy”, mówi jej ojciec na dowód tolerancji, kiedy rozmowa schodzi na napięcia narodowościowe (to przekonanie heteroseksualnych mężczyzn, że gej to tylko czyha, by na nich wręcz się rzucić). Siedzę przez siedem godzin – nie umiem się przywitać ni pożegnać (ktoś tam wyciąga rękę, ktoś całuje – ta sztuczność ocierania się policzkiem), milczę przez cały czas (wypowiedziałem może kilka krótkich zdań). Obcy, nieprzystający, wrogi. Będzie mi jeszcze kiedyś potrzebna ta rodzina, ale już teraz żyjąc w pustce, mieć nigdy jej nie będę…

„Lęk egzystencjalny na dzień dzisiejszy: jestem na oko rzecz biorąc najzdrowszy ze wszystkich krewnych i przyjaciół. Mam szansę przeżyć (…) wszystkich i dogorywać w kompletnej izolacji” [Zdzisław Beksiński].

22:47, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
poniedziałek, 07 listopada 2016
1597. Tout texte se construit comme mosaïque de citations...

Znów kryzys, bierność, marnowanie. Nie dni już, nie tygodnie – miesiące pustki, lata. Pisanie jako odnotowywanie niepisania. Bez celu, bez pomysłu – stwierdzając po raz enty. Zapowiadało kiedyś się, służyło wiwisekcji, a teraz obumiera. Już chyba tylko cudze słowa odtąd – gdy nie ma życia wokół, w tobie, trwa się przez rzadkie przebudzenia, śniąc losy innych, kradnąc je i przypisując sobie…

„Właśnie za to cię cenią, miernoto! Wiedzą, że kiedy trzeba, umiesz wziąć się w kupę, cytacik przytoczyć albo podsunąć sformułowanie. Za to właśnie wybaczają ci te wszystkie ataki marazmu!”

[Wasilij Aksionow, Oparzenie. Przeł. S. Kędzierski].

poniedziałek, 31 października 2016
1596. Z cyklu: Przeczytane (LVIII) - Październik...

1. Georges Perec, Życie instrukcja obsługi. Powieści. Przeł. W. Brzozowski, Kraków 2009;

2. Boris Akunin, Skrzynia na złoto [cykl Przygody magistra, tom 1]. Przeł. E. Rawska, Warszawa 2005;

3. Matteo Collura, Na Sycylii. Przeł. J. Ugniewska, Warszawa 2013;

4. Czesław Miłosz, Zdobycie władzy, Warszawa 2007.

Tagi: książki
20:41, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 19 października 2016
1595. Genocidum atrox...

Po niemal roku w kinie, czwarty raz na Smarzowskim (Krwi dziś widziałem tak wiele! / Takie straszne nieboszczyki! / Taki mord i takie zbrodnie). „Wołyń” (Polska’2016). Wielkie, uczciwe kino – jakkolwiek ta ambicja wyjaśnienia nieogarnionego ciąży niekiedy nad dramaturgią filmu w czysto deklamacyjnych scenach, będących jedynie „ilustracją”, nie zaś „okruchem życia”, które z takim mistrzostwem w rwanych ujęciach potrafi oddawać ten reżyser. Obraz skrajnie realistyczny, pełen symboli przy tym. Pozorna idylla na otwarcie, w której wyczuwa się podskórne wrzenie, pogardę i urazy, chęć odwetu (te trądy / Trzeba zupełnie wyleczyć, / A choćby ziemię skaleczyć / W leczeniu, wrzód wyrżnąć trzeba). Wesele, co zapowiada krwawe gody (Świat was widział jak krwawe upiory / Tańcujące w pożarach, ohydni!); sceny obrzędów, zabaw (obcięcie warkocza na progu, przyjęcie chusty mężatki, bójka na cepy, przerzucanie płonących polan), które powtórzą się następnie w orgiach przemocy (Ręce wznieść, słomą okręcić / I całego oblać smołą; / Potem przez księdza poświęcić / I czarną figurę smolną / Podparłszy, gdy zechce się walić, / Na samym wierzchu – zapalić / I przez wieś prowadzić wolno / Jako świecznik zapalony; / A ciągle niech biją w dzwony, / Póki zgore żywa świéca, / Okropna ludu gromnica, / Świecąca buntu trupowi) albo zyskają nowy kontekst. Szerokie spojrzenie na Europę wschodnią z opłotków niemal tylko jednej wsi. Polacy, Ukraińcy, Żydzi. Zmienne granice i systemy; ideologie i religie – ci siewcy nienawiści (Wczoraj noże święcono w kościele), napięcia klasowe i narodowościowe (Rizat! – Taj że budè strach to / Na te pany). Patriotyzm źle pojęty, co nakazuje się wyzbyć człowieczeństwa. I ślepa zemsta. Lawirujący ludzie, usiłujący się odnaleźć w tym chaosie, jakoś przeżyć – podporządkować się oznacza czasem zabić. Pomoc od wroga i śmierć z bratniej ręki. Zacieśniający się krąg przerażenia (Lud nasz cały dokoła / Zbuntowany). Spojrzenie przez szczeliny, z pozycji ofiar – to najstraszniejsze jedynie migawkami, jakby kamera rzucała tylko okiem, by zaraz się odwrócić, „nie chcieć widzieć” – w tym sensie to nie polskie „Idź i patrz” (ZSRR’1985; reż. Elem Klimow), chociaż wędrówka finałowa poprzez piekielne kręgi narzuca takie analogie. Ciała na strzępy (Teraz wszystko krwią zbryzgane, / Co uniknęło grabieży. / Trupy ludzkie bez odzieży / I na ziemi, i na łóżkach, / Na krwią ociekłych poduszkach; / Dziatki porąbane srodze / I na ceglanej podłodze / Porzucone, i z puchówek / Pierze śnieżące podłogi. / Sama pani – widok srogi! – / Dziateczki swoje bez główek / Za nóżki zimne, zielone / Trzymała; ach, jedną raną / Zabita; bo otworzone / Miała żywota świątnice), psychiki zdruzgotane – jedynie w mirażu otępieńczym pozory ocalenia, chwila na oddech. Lub dopiero za Styksem… Niepogrzebani, zapomniani. Pokój duchom na tym smętnym cmentarzu

[Cytaty kursywą: „Sen srebrny Salomei” Juliusza Słowackiego].

poniedziałek, 10 października 2016
1594. Bez znieczulenia. 1926-2016...

To było więcej coś niż tylko samo Kino. Bo było to bez analogii w świecie filmu zespolenie – to, jakie tylko w Polsce się przydarza w takiej skali – Artysty i Narodu. I tak jak kino jest XX-wieczną odmianą i syntezą: malarstwa, muzyki, literatury, tak On się sytuował wśród największych – snom naszym panujących, dawców wzruszeń, wieszczów, pokrzepicieli, rozdrapywaczy ran i odprawiaczy narodowych egzorcyzmów…

Mickiewicz i Słowacki. Chopin, Norwid. Malczewski, Wyspiański i Żeromski. Andrzej Wajda

Tak wiele kadrów, dziesiątki nieśmiertelnych scen, wrytych w nasze myślenie o nas samych. Można osiągnąć więcej? Tak wejść w pamięć?... Odszedł tuż po czterdziestym filmie, w nim znowu kostium trafił w punkt, w nerw czasów (to czuł jak nikt, jego obrazy zdobywały dzięki temu drugie życie). Artysta niezależny został więc Jego testamentem. Sam pozostanie pod naszymi powiekami już na zawsze…

23:03, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
poniedziałek, 03 października 2016
1593. Kolejne osiemnaste (razy dwa)...

W firmie zwyczaj obchodzenia urodzin każdego pracownika. Składka od chętnych po 5 złotych, laurka z podpisami, w południe wszyscy wstają, życzenia w ich imieniu, wspólny prezent. Solenizanci odwdzięczają się ciastami, cukierkami…

Obawiałem się od ubiegłego roku tego piątku, tymczasem dostałem książkę „Sztuka fotografowania” (a była jeszcze Pinta Atak Chmielu i lizak w ramach Dnia Chłopaka), całusa (choć właściwie rozminąłem się – jak zwykle przy tym geście – z koleżanką, muskając ustami jej włosy w okolicy ucha) i… uśmiech do samego siebie na resztę dnia. Pierwszy to raz mój w grupie tak, pozarodzinnie – chciałem napisać niemal „pośród rówieśników”, ale zapomnieć trudno, zwłaszcza zaś w takie „święto”, że jestem starszy o jakąś dekadę od większości. A przecież, tak wciąż trzymając się na dystans, miałem okazję poczuć, że mogę być lubiany, że ktoś pamięta oraz poczuwa się, że jednak przynależę…

Tagi: praca
22:41, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
piątek, 30 września 2016
1592. Z cyklu: Przeczytane (LVII) - Wrzesień...

1. Tommy Wieringa, Joe Speedboat. Przeł. M. Diederen-Woźniak, Warszawa 2009;

2. Simon Sebag Montefiore, Romanowowie 1613-1918. Przeł. T. Fiedorek, W. Jeżewski, Warszawa 2016;

3. Dominik Marchowski, Ptaki Polski. Kompletna lista 450 stwierdzonych gatunków, Warszawa 2015.

Tagi: książki
22:34, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 28 września 2016
1591. Bon sauvage...

Z okna pociągu jeleń, spłoszony hałasem na moście. Nowość, bo standardowo to do trzydziestu saren, trzy myszołowy, para żurawi, konie w kilku zagrodach, czasami bażant, sójka. Media donoszą o foce w moim mieście, turystce znad Bałtyku – do niej nie miałem szczęścia. Mgły nad polami lub słońce barwy ognia… Wpatrzony w przestrzeń, od ludzi odwrócony, jestem po tamtej stronie – nie tylko brudna szyba wyznacza tę granicę…

„Jesteśmy kruchym stateczkiem smutku, żeglującym w stłumionej ciszy przez jesienny mrok”

[John Banville, Morze. Przeł. J. Jarniewicz].

22:35, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
piątek, 23 września 2016
1590. „Dla niebogaczy są prognozy złe”...

Koszmarem było siedzieć w biurze podczas upalnych dni, zaledwie tydzień temu. Lecz i wstawanie niemal świtem w tak chłodne poranki jak obecnie, jest torturą. Pół roku teraz chmur i deszczu, zima, mróz, błoto, wiatr i śniegi. Nie dość, że klimat to przywilej (nie każdy może się urodzić w Kalifornii) – także cieszenie się pogodą, dniem, czas wolny jest luksusem bogaczy…

niedziela, 18 września 2016
1589. Don’t Speak...

„– Ile języków Pan zna?

– Żadnego. Znam wiele słów z różnych języków”

[Jurij Andruchowycz, Perwersja. Przeł. O. Hnatiuk i R. Rusnak].

Przypomnij mi, jaką filologię ukończyłeś? – pyta mnie koleżanka w pracy. To Ty mówisz po rosyjsku, tak?

Już nie – ucinam szybko. Ja nawet i po polsku już prawie w ogóle nie rozmawiam…

„(…) potrafił godzinami siedzieć z nami przy stole i nie odezwać się słowem. Nieobecny duchem, w aurze melancholii, patrzył przed siebie, palił, niekiedy zanucił kilka taktów, które akurat przemknęły mu przez głowę, wzdychał, masował pożółkłe od nikotyny palce – i milczał. Milczał, dopóki ktoś nie skubnął go w rękaw, prosząc o jakąś informację, której zresztą tamten gotów był udzielić natychmiast, wyczerpująco i uprzejmie, bez względu na pytanie: czy o Schuberta, czy o Talmud, czy też o historię Węgier. Ledwie kończył swój wywód, a już znowu pogrążał się w milczeniu, które jedni tłumaczyli nieśmiałością, inni brakiem pewności siebie, większość zaś uważała, że to szczególna forma łagodnej arogancji”

[Michael Krüger, Wiolonczelistka. Przeł. A. Kopacki].

poniedziałek, 12 września 2016
1588. The freedom to choose our prison...

Jak Ty wytrzymasz jeszcze te półtora roku? – pyta mnie mama, widząc moje popołudniowe osłabienie. A przecież – tu, gdzie indziej – jeszcze trzydzieści lat, dopiero stary, schorowany możesz pożyć. Jak inni znajdują siły, czas na dodatkowe aktywności? Senność i zniechęcenie w dni robocze, w weekendy odsypianie, bezczynność i leżenie. I tyle z życia – żeby pieniądze choć, dające samodzielność. Choć innym widocznie wystarcza, znów tylko ze mną coś nie tak. Z pozoru wygodnictwo, w istocie piekło domu – przestaję nawet marzyć już, że można by inaczej…

„Właśnie na tym polega życie, na przyzwyczajaniu się do rzeczy, które są zwyczajnie nie do zniesienia…”

[Doris Lessing, Złoty notes. Przeł. B. Maliborski].

23:05, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 05 września 2016
1587. „To-morrow, and to-morrow, and to-morrow”...

Przez tydzień sam, bo rodzice nad morzem, w Kołobrzegu; w upalny weekend, wolny czwartek działkowe opalanie – nareszcie relaks, słońce. Spokój. Po wszystkim już; te trzy dni oraz Gdańsk – jedyne me wakacje. A teraz dziewięć miesięcy pracy, senności popołudniem, czarnych myśli. Bez celu i bez sensu. Nie umiem pisać już. Codzienność mnie wykańcza…

„[25 V 1932] Boże, jakże ja cierpię! Cóż to za straszna rzecz ta moja skłonność do intensywnego odczuwania wszystkiego (…); myślę tylko o tym, jak mam znieść jeszcze rok czy dwadzieścia lat; ta bezsensowna bezcelowość egzystencji; to wieczne, kołowrotkowe poczucie, że idzie się dalej i dalej, i dalej, a celu nie ma”

[Virginia Woolf, Chwile wolności. Dziennik 1915-1941. Przeł. M. Heydel].

środa, 31 sierpnia 2016
1586. Z cyklu: Przeczytane (LVI) - Sierpień...

1. Jan Potocki, Rękopis znaleziony w Saragossie [ostatnia wersja autorska z 1810 roku]. Przeł. A. Wasilewska, Kraków 2016;

2. Doris Lessing, Złoty notes. Przeł. B. Maliborski, Warszawa 2009;

3. William Naphy, Andrew Spicer, Czarna śmierć. Przeł. A. Dębska, Warszawa 2004.

Tagi: książki
20:31, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
1585. Jej punkt widzenia (II)...

„(…) nie chodzi o to, że źle nam się układało, bo się nie układało źle, nie było scen, nie było kłótni, nie było innych kobiet, do tego też bym nie dopuściła, prawda jest taka, że od pewnego momentu poczułam się zmęczona osobą, która potrafiła całymi tygodniami siedzieć w kącie, nie robiąc nic, i rozpamiętywać przeszłość, więc pewnego pięknego dnia stwierdziłam, że chciałabym, żeby on się zakochał i zostawił mnie w spokoju”

[António Lobo Antunes, Podręcznik dla inkwizytorów. Przeł. W. Charchalis].

„Powtórzyła, że bardzo żałuje, że tak mnie niszczono i że się poddałem, choć początkowo wydawało się jej, że jest inaczej, wręcz przeciwnie (…), początkowo podziwiała we mnie, że niszczono mnie, ale ja jednak się nie poddałem, tak mnie wtedy oceniała i się pomyliła (…). Powtórzyła, że chciała mnie uratować, ale bezowocność jej starań, oddania i miłości zabiły w niej uczucia, którymi mnie darzyła, jest nieszczęśliwa, pozostało w niej tylko poczucie pustki i daremnego trudu”

[Imre Kertész, Kadysz za nienarodzone dziecko. Przeł. E. Sobolewska].

poniedziałek, 15 sierpnia 2016
1584. Failed Exam...

„Nie jest głupi. Wie, że jako kochanek niczym się nie odznaczył. Nigdy w sercu kobiety nie wzbudził uczucia, które uznałby za wielką namiętność. Kiedy spogląda wstecz, stwierdza, że właściwie nigdy nie był obiektem namiętności, takiej prawdziwej namiętności, silniejszej czy słabszej. Jakoś to chyba o nim świadczy. Co się tyczy wąsko rozumianego seksu, podejrzewa, że ma w tej sferze dość nędzne wyniki i w zamian też bywa raczej nędznie obdarzany. Jeśli ktokolwiek jest temu winien, to tylko on sam. Póki brak mu serca, póki się dystansuje, trudno przecież oczekiwać, że kobieta nie będzie także zachowywała dystansu.

Czy seks jest miarą wszystkiego? Jeśli John w tej dziedzinie zawodzi, czy tym samym oblewa egzamin z całego życia? Byłoby mu łatwiej, gdyby nie okazało się to prawdą. Ale kiedy rozgląda się wokół siebie, nie widzi nikogo, kto nie korzyłby się przed bogiem seksu – może z wyjątkiem paru dinozaurów, reliktów epoki wiktoriańskiej. Nawet Henry James – taki niby poprawny, wiktoriański – na niektórych stronicach mrocznie daje do zrozumienia, że w ostatecznym rozrachunku seks jest wszystkim”

[John Maxwell Coetzee, Lato.

Sceny z prowincjonalnego życia III. Przeł. D. Żukowski].

czwartek, 11 sierpnia 2016
1583. Jej punkt widzenia (I)...

„(…) za każdym razem myślała: »Kiedyż on wreszcie się rozkręci?« – ale jednocześnie bawił ją, a nawet trochę wzruszał jego brak pewności siebie i fakt, że bez jej pomocy prawdopodobnie nie rozkręci się nigdy. Stopniowo jednak irytacja zaczęła brać górę”

[Vladimir Nabokov, Król, dama, walet. Przeł. L. Engelking].

„John był przyjacielem w czasie, gdy na mojej życiowej drodze pojawiły się wyboje, podporą, na której czasem się wspierałam, ale nie mógłby stać się moim kochankiem w prawdziwym znaczeniu tego słowa. Do autentycznej miłości potrzeba dwojga pełnych ludzi, którzy muszą do siebie pasować jak jin i jang, kontakt i wtyczka. Jak mężczyzna i kobieta. My nie pasowaliśmy do siebie. (…) John nie był stworzony do miłości. Nie był tak skonstruowany, by się dopasowywać lub żeby ktoś mógł dopasować się do niego. Był jak sfera. Jak szklana kula. Nie dało się do niego podłączyć”

[John Maxwell Coetzee, Lato.

Sceny z prowincjonalnego życia III. Przeł. D. Żukowski].

poniedziałek, 08 sierpnia 2016
1582. Inicjacje i transgresje...

Sześć lat od tamtego poranka we Flensburgu, między wycieczką do Lubeki (por. 823) a Hamburgiem (por. 825), po pierwszym wspólnym spaniu w jednym łóżku, kiedy uśmiechy po przebudzeniu i wpatrywanie w siebie dały odwagę palcom do delikatnych muśnięć, a wargom do gorącego zwilgotnienia naszych ciał. Kolejne odsłaniane warstwy i przesunięcia granic; jeszcze bez tej ostatniej – to później, tego dnia wieczorem – która przyniesie zawód, łzy i tak już będzie zawsze. W poczuciu, że wreszcie budzi się, dopełnia męskość, niespełna dwa miesiące przed trzydziestką. Że – tak już sobie bliscy – stajemy się od teraz nierozłączni (pragnienie, by być ciągle przy niej, wciąż trzymać ją za rękę), a ja otwieram się na innych, zyskuję radość, pewność. Jeszcze bez świadomości swojego kalectwa na tym polu, tracenia się naszego przez odległość; tego, że zwątpię ostatecznie, obrażę się na świat i życie, wycofam ostatecznie…

„Podobno rozczarowanie wywołane nieudanym debiutem erotycznym naznacza mężczyznę piętnem traumy i decyduje o jego dalszych losach. Ktoś zostaje mizoginicznym mizantropem lub homoseksualistą, a jeszcze ktoś inny Kubą Rozpruwaczem”

[Tadeusz Klimowicz, Pożar serca. 16 smutnych

esejów o miłości, o pisarzach rosyjskich i ich muzach].

Tagi: kobiety
22:31, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 81
Archiwum
Tagi