~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
piątek, 26 stycznia 2007
193. Varia

  

Być może wyczerpuje się formuła tego bloga. Bo cóż mam napisać? – że zgłupiałem dziś, gdy studenci wręczyli mi na pożegnanie butelkę kalifornijskiego wina (czułem się, jakbym dostawał łapówkę, w dodatku nie piję alkoholu)? że zgłupiałem po raz drugi, ujrzawszy w pociągu prawdziwego Adonisa (czy widać, jak się rumienię, spoglądając ukradkiem)? że znów mam wieczorną migrenę (ostatnio coraz częściej)?

W każdym razie – coś się ciągle dzieje. Wciąż toczy się moje życie. Jakie by ono nie było…

  

wtorek, 23 stycznia 2007
192. Reporter (1932-2007)

  

„Podróż jako źródło inspiracji, jako temat i jako twórczość. (…) Podróż to owocne przeżywanie świata, zgłębianie jego tajemnic i prawd, szukanie odpowiedzi na pytania, które on stawia. Tak pojmowane podróżowanie jest refleksją, jest filozofowaniem”.

  

Nie żyje. Nie chce się wierzyć. Nie można uwierzyć.

Od lat, marząc o Noblu dla Różewicza, powtarzałem w kontekście potencjalnej kandydatury Kapuścińskiego: ten może jeszcze poczekać.

Nie doczekał się.

  

„O każdej drodze lubię myśleć, że jest ona drogą bez końca, że biegnie dookoła świata. A wzięło się to stąd, że z mojego Pińska można było łódką dotrzeć do wszystkich oceanów. Wyruszając z małego, drewnianego Pińska, można opłynąć cały świat”.

                              [Ryszard Kapuściński, Lapidaria].

  

Reporter wyruszył w ostatnią podróż. Tej relacji już nie przeczytamy...

  

niedziela, 21 stycznia 2007
191. Czyżby?...

  

Czyżby to był koniec?

Miało być „do utraty tchu”, a tchu nie stało.

Udławiłem się…

  

środa, 17 stycznia 2007
190. Spojrzenie

  

Coroczny rytuał. Ksiądz nawiedza nasz dom „po kolędzie”, a ja znów muszę udawać – przed nim, przed rodzicami, przed sobą – żeby tylko nie tworzyć nowych pól konfliktu, żeby nie musieć się przyznawać, że już od lat, od tylu już lat jestem całkowicie poza tym, na zewnątrz, z boku.

I byłby to koszmar zupełny, gdybym gdzieś tam, kątem oka, w przelocie, nie dostrzegł jednego z ministrantów. Czy zauważył to moje tęskne spojrzenie – spojrzenie, które boi się dłużej zatrzymać na tym, na co chciałoby patrzeć bez końca?

Ach, mieć odwagę, by choć spojrzeć...

     

niedziela, 14 stycznia 2007
189. Magia

  

Tego samego dnia odbywa się 15. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i zjazd z okazji 15-lecia ZZ Samoobrony. Dwa różne nurty, w które skierować można masową działalność społeczną. Magiczna zbieżność tych dat i rozbieżność obydwu nurtów...

  

Od dziś kieruję się hasłem „Uśmiech i oddech”. Skoro nie umiem zmienić rzeczywistości, spróbuję ją chociaż zaczarować. Poudaję, a może wejdzie mi w nawyk i uwierzę…

  

środa, 10 stycznia 2007
188. Poranne pociągi

  

I znowu poranne pociągi...

Półprzytomny lud na chwiejnych nogach spieszy do pracy, młodzież wyciąga z tornistrów piwo by wyleczyć kaca, emeryci palą papierosy w zatłoczonym przejściu między przedziałami, wiatr ze wszystkich dziur przewiewa ci głowę a rozgrzany kaloryfer tym mocniej pali cię w plecy, im cieplej jest na zewnątrz – ciasnota, zaduch, smród z niedomykającego się kibla…

Pięćdziesiąt minut jazdy i jesteś naładowany agresją na cały dzień za jedyne czternaście złotych w obie strony…

   

                         Polska

                         Mieszkam w Polsce

                         Mieszkam w Polsce

                         Mieszkam tu, tu, tu, tu

                                             [Kult, Polska].

  

sobota, 06 stycznia 2007
187. To Fly Away...

  

Ach, móc rzucić to wszystko, zerwać ze wszystkim, nie liczyć się z niczym, uciec lub całkowicie się odciąć, robić tylko to, na co ma się ochotę… To znaczy co? Tak samo nic jak teraz?

Nie umiem się wyrwać i nie umiem wziąć się w garść i wrócić do rzeczywistości, zabrać do pracy…

  

               Last thing I remember, I was running for the door

               I had to find the passage back to the place I was before.

               »Relax«, said the night man, »We are programmed to receive

               You can check out any time you like, but you can never leave«

                              [The Eagles, Hotel California].

   

środa, 03 stycznia 2007
186. Opętanie

  

Widziałem w telewizji wściekły tłum, żądający głowy mordercy, wyciągający ręce, by rozszarpać zwyrodnialca. Licytujący się z uśmiechem w wymyślaniu tortur, zerkający ukradkiem do zgromadzonych wokół kamer z nadzieją, że go pokażą, że dobrze wypadnie…

Widziałem tłum potencjalnych morderców, którym sumienie nie czyniłoby wyrzutów. A przecież ich „święte oburzenie” było na swój sposób zrozumiałe, ich gniew był, tak po ludzku, sprawiedliwy.

Widziałem też, jak się szkaluje w mediach znane postaci, zwłaszcza w niektórych programach telewizyjnych, jak wykonuje się karę śmierci cywilnej w trybie doraźnym, rzucając oskarżenia, wskazując palcem, bez prawa do obrony.

Przerażający mechanizm odwetu, pomówień i zachowań stadnych. Jakby coś obcego wstępowało w ludzi, jakby ktoś inny nimi kierował. Ale nie, to nie diabeł, to człowiek. Ten, co zabija i ten, co krzyczy: „Zabić mordercę!”

     

poniedziałek, 01 stycznia 2007
185. Rok Bliźniąt

  

   „Wszyscy, których choć trochę interesuje polityka, zastanawiali się pewnie, jak będzie wyglądał kraj pod rządami braci Kaczyńskich, jak będzie przebiegała zapowiadana Wielka Zmiana. […] różne rzeczy się już okazały. Jedno z najważniejszych odkryć tego roku: wreszcie nauczyliśmy się rozróżniać braci Kaczyńskich, fizycznie i politycznie. Jeszcze dwa lata temu większość z nas pewnie uważała, że »ważniejszy« z braci jest Lech, prezes NIK, minister sprawiedliwości, kandydat na prezydenta – a Jarosław to szara eminencja, szef sztabu Lecha. Dziś już wiemy, że jest jeden tylko Wielki Brat – Jarosław, a cała ekipa, łącznie z Lechem, gra napisane przez niego role. Ba, myślę, że mało kto zdawał sobie sprawę, jak bardzo Jarosław jest osobą dominującą i to nie tylko w związkach z bratem. 

   Przez moment zdawało się, że dość samodzielnie porusza się po scenie  popularny premier Kazimierz Marcinkiewicz; może nawet sam w to uwierzył – ale szybko został odesłany na mniejszą scenę i teraz musi czekać na nową obsadę. 

   Jarosław, biorąc urząd premiera, przypieczętował stan faktyczny: stał się szefem państwa, skupiając władzę, jakiej nie miał przed nim żaden polityk III RP. No właśnie: III czy IV RP? Bawimy się trochę tą numeracją (w »Polityce« zaproponowaliśmy, aby już projektować V RP), ale myślę, że ideę IV RP trzeba traktować serio. Nie chodzi tu bynajmniej o tzw. program budowy IV RP, bo jest on tyle wart, co każdy zbiór wyborczych frazesów o dobrobycie, sprawiedliwości, uczciwych rządach, surowości wobec przestępców itp.; chodzi o sam pomysł, aby historię kraju liczyć na nowo od momentu, w którym pewna partia, kierowana (akurat to jest niezwykłe) przez braci bliźniaków, nieznacznie wygrała kolejne wybory. Co za tupet! Przy tym Leszek Miller to myszka-pensjonarka. Ale też Bracia – nie oni pierwsi – postanowili swą władzę uzasadniać nie tyle banalnym werdyktem wyborców, co Historii.

   Jeśli wsłuchać się w retorykę PiS, brzmi ona po prostu ewangelicznie: wszystko, co było przed nadejściem Braci, jest skażone i nieczyste, ale oto z woli ludu nastał czas prawdy, rozliczeń i sądu, po których na epokę zapanuje Prawo, Sprawiedliwość i Dobro. Jedno z najważniejszych pytań mijającego roku brzmi: czy oni naprawdę w to wierzą? Mesjanizm PiS ma spore walory socjotechniczne: jak każda ideologia pozwala Wielkością Celu (patos i wielkie litery są tu nieodzowne) uzasadnić wszelkie bieżące świństwa, kompromisy, nadużycia, brutalność. W tej perspektywie przeciwnik polityczny, normalnie zwany opozycją, staje się Wrogiem Zmiany, Wysłannikiem Układu, ba, sama opozycja staje się czymś głęboko niemoralnym, szkodzącym Narodowi. A krytyka władzy balansuje blisko Zdrady i Hańby. Cynizm to czy narodziny politycznej sekty? W każdym razie, od ponad roku obracamy się w kręgu takiej niesamowitej retoryki, jak byśmy zatracili poczucie miary, wstydu, czy, jak ładnie mówią młodsi – obciachu? Język nowej władzy nie zostawia oponentom miejsca na współpracę, na selektywne poparcie dla również rozsądnych diagnoz i pomysłów rządu. Za lub przeciw, rewolucja nienawidzi półcieni.

   Dla średniego i starszego pokolenia podobieństwa z retoryką polityczną PRL są uderzające i szokujące. Zastąpmy IV RP »socjalizmem« i dalej wszystko już biegnie niemal tak samo. Co więcej, tak jak PRL miał być końcem całej polskiej historii, tak rządy Braci (prawdopodobnie, jak głosi autolegenda, najbardziej prześladowanych działaczy niepodległościowych) i ich Partii są zwieńczeniem walki i cierpień Narodu. Wydawało się, że taka infantylna polityka skończyła się wraz z PRL; wróciła, po części jako parodia, gdzie odwrócono tylko znaki i symbole.

   Po roku widać, że rządy Jarosława to największy, zaskakujący, triumf mentalnego postkomunizmu, mocno zresztą osadzonego – jeśli chodzi o wizje państwa, społeczeństwa, historii, gospodarki – w poglądach sporej części Polaków. Ta analogia z PRL jest bodaj najbardziej dojmującym doświadczeniem politycznym 2006 r., aż do takich szczegółów jak powrót rządowej propagandy, posługującej się, może bezwiednie, wzorcami i metodami z epoki Biura Prasy KC. Telewizja, radio, prasa, także ta wywodząca się z PRL […], przeszły długą drogę od systemu propagandy w stronę politycznej niezależności i sceptycyzmu; przykro patrzeć, jak wielu ludzi mediów ochoczo podąża teraz w odwrotnym kierunku, z radosnym serwilizmem nazywanym też buntem przeciw autorytetom.

   To zresztą kolejna ciekawa charakterystyka pierwszego roku IV RP: tak jak w początkach PRL, pod hasłem rewolucji i pod patronatem nowej władzy, ma się dokonać wymiana elit, obalanie, zastępowanie na posadach, wrogich władzy (czyli fałszywych) autorytetów, najlepiej za pomocą kolportowania trudnych do weryfikacji pomówień. Tu nieocenione są »odzyskane« przez PiS archiwa IPN.

   Cały ubiegły rok był zdominowany przez taką właśnie politykę: hałaśliwą, agresywną, rozrachunkową. Na szczęście w twardej rzeczywistości, czyli tzw. realu, niewiele się zdarzyło. Gospodarka, do której ta władza nie ma ani serca, ani rozumu, ani kadr (nie pamiętam żadnej istotnej reformy, korzystnej dla gospodarki, którą ten rząd by podjął), znakomicie korzystała z dobrej koniunktury. W polityce zagranicznej mieliśmy trochę chaotycznych gestów i żenujący brak profesjonalizmu. W edukacji – zamęt i niepokój, pogłębiany każdym kolejnym wyskokiem Romana Giertycha. Ale mimo marnych kompetencji i ogólnej bierności władzy wszystko jakoś się kręci: jesteśmy dużym i już nieźle zorganizowanym krajem.

   Ciekawe, że sam premier, pytany o najważniejsze osiągnięcia całego minionego roku, wymienia likwidację Wojskowych Służb Informacyjnych i utworzenie Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Czy państwo wyobrażają sobie normalny kraj, w którym likwidacja jakiejś jednej tajnej służby i powołanie innej jest głównym uzasadnieniem rocznego sprawowania rządów? I znów wraca to samo pytanie: czy oni naprawdę w to wierzą? Czy wierzą w moc »przestępczego czworokąta« (każdy złapany przestępca czy łapownik może być dowodem istnienia owej strasznej Całości), w porażające tajemnice szafy Lesiaka, kryminalną działalność Wąsacza i Balcerowicza? Wierzą czy tak gadają? Czy rok 1992, kiedy to po raz pierwszy Bracia Kaczyńscy zostali odsunięci od władzy, to rzeczywiście jeden z najczarniejszych fragmentów historii Narodu? Wierzą czy koloryzują dla efektu?

   Ten nadchodzący rok i następne, jeśli PIS pozostanie przy władzy, mogą być dla Polski trochę lepsze lub trochę gorsze; bo raczej nie sądzę, aby Bracia ściągnęli na siebie i na nas jakąś nagłą katastrofę. Niestety, możliwa jest – pod nazwą IV RP – stopniowa, mentalna rekonstrukcja PRL, z jej prowincjonalizmem, swojskością, zacofaniem, izolacją, patologicznie rozrośniętym państwem, bezwstydną propagandą sukcesu i kultem jednostki (tym razem, fakt, w dwóch osobach). Większość z tych, którzy żyli w PRL i pamiętają klimat tamtych czasów, naprawdę tego nie chce. Jarosław Kaczyński rozpętał rewoltę przeciw tym, którzy go politycznie skrzywdzili. Odniósł sukces, wziął rewanż. W porządku. Ale jeśli uwierzył, że przez niego przemawia Historia – i on, i my będziemy mieli kłopoty.

   U progu nowego roku, stojąc wobec wielkiej zagadki – co, mianowicie, naprawdę myśli Jarosław Kaczyński i o czym? – złóżmy szefowi państwa życzenia, żeby się trochę zrelaksował”

          [Jerzy Baczyński, Rok Bliźniąt, „POLITYKA” 2006, nr 51-52].

  

18:49, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
Archiwum
Tagi