~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
piątek, 31 stycznia 2014
1352. Z cyklu: Przeczytane (XXV) - Styczeń...

  

1. Iain Gately, Kulturowa historia alkoholu. Przeł. A. Kunicka, Warszawa 2011;

2. Jerzy S. Majewski, Tomasz Markiewicz, Budujemy nowy dom. Odbudowa Warszawy w latach 1945-1952, Warszawa 2012;

3. Vladimir Nabokov, Oko. Przeł. A. Kołyszko, Warszawa 2005;

4. Paweł Muratow, Obrazy Włoch. Mediolan i Werona. Przeł. P. Hertz, Warszawa 2011.

  

czwartek, 30 stycznia 2014
1351. Strefy zniszczenia...

  

Pierwsze w życiu podejście do przyrządzenia spaghetti. Kończy się to rozgotowaniem wielkich, źle obliczonych ilości makaronu i rozwodnieniem sosu z proszku aż do utraty przezeń resztek smaku. Po kilkunastu kęsach całość ląduje w klozecie. Obiady coraz częściej składają się z zup mlecznych i sucharów…

Już łóżko to tragedia, ale ja w kuchni to istna katastrofa. Procesy samego spożywania, wydalania – też trudności. Wszystko, co tyczyć może fizjologii, ciała jest mi obce

  

23:55, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
wtorek, 28 stycznia 2014
1350. Palimpsest...

  

Przegląd papierów – wstęp do porządków przed wyjazdem? Nagromadzone, zapodziane po szufladach karteczki, ogłoszenia i bilety, ścinki, wycinki, rachuneczki. Sterty do wyrzucenia, przepisania. I nawet tutaj skąpstwo, praktyka od dzieciństwa (kultywowana pamięć po niedoborach PRL-u?): jeśli coś czyste na odwrocie, trzeba zostawić – będzie gdzie znów notować. Ze wszystkim tak – nie chce się rozstać, unika wszelkich kosztów; zamyka się w swojej rupieciarni i kręci w kółko, powtarza, co skreślone…

  

„Był bez ambicji, bez radości i, jak wielu ludzi, którzy z roku na rok coraz bardziej schodzą na ubocze, doszedł do maniackiej skrupulatności w drobiazgach, do których się ograniczył”

                        [Marguerite Yourcenar, Pamiętniki Hadriana.

                                 Przeł. H. Szumańska-Grossowa].

  

sobota, 25 stycznia 2014
1349. On the Edge...

  

Dlaczego klucz do śmietnika nie pasuje? – wchodzi dość gładko, ale przekręca się wraz z zamkiem i blokuje. I czy nie był raczej „złoty”, a nie „srebrny”? Leży na małym stoliku, gdzie powinien, więc niby ten, lecz jakby podmieniony; innego nie ma. Przetrząsam kolejne zakamarki, rzeczy, już kilka dni staram się to zrozumieć, wytłumaczyć. Ktoś był tu, igra ze mną? Drobiazg, który w nawale innych przeważa szalę i rozbudza wściekłość, wobec samego siebie strach. We wszystkim widzę złośliwości losu, świat chce mnie zgnoić, dobić. To jest ta krawędź, czy tak się zaczyna w szaleństwo osuwanie?…

   

23:59, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
środa, 22 stycznia 2014
1348. Passing Me By...

  

„[20 II 1930] Nic nie mogło na długo odciągnąć jej od tej głównej troski – nie miałam życia, a tymczasem ono się kończy. (…) może lepiej nazwać to frustracją, nie-byciem; wrażeniem, że siedzi się gdzieś wysoko i widzi, jak wszystko przemija. (…) Takie tracenie czasu, prześlizgiwanie się, nieodciskanie na niczym swojego piętna – takie wieczne powstrzymywanie się, obmacywanie wszystkiego, dzielenie wszystkiego na maleńkie żarciki i facecje – to właśnie jest wyniszczające. Ale jeśli ma się niewiele pieniędzy, niewiele urody i żadnych szczególnych uzdolnień – co robić? Jak walczyć? Jak wskoczyć życiu na grzbiet, jak skręcić mu kark?”

    [Virginia Woolf, Chwile wolności. Dziennik 1915-1941. Przeł. M. Heydel].

  

niedziela, 19 stycznia 2014
1347. Price Tag...

  

Po miesiącu od złożenia wniosku przez Internet, mogę wreszcie odebrać hologram uprawniający do Karty Warszawiaka (szczęśliwie bowiem za 2012 rok zeznanie podatkowe składałem w stolicy). Cóż mi jednak po niej, skoro zimowa aura nie zachęca obecnie do wychodzenia z domu – dopiero powyżej trzech w tygodniu wyjazdów do Centrum i z powrotem opłaca mi się bilet trzymiesięczny (skończył mi się wraz z początkiem stycznia). Nie stać mnie na niego zresztą – stać już na niewiele. Trzymam się postanowień, by jednak jeść obiady, choć więcej imponderabiliów w tym, niż smaku, odżywczości. Bary cenowo przegrać muszą z tą nędzą przyrządzaną w domu – paczka gotowych pierogów za 4 złote starcza mi na dwa dni, krokietów za 9 na trzy. To pozwala nie wychodzić poza limit 3 złotych na obiad. Przestałem kupować jakiekolwiek ciastka na zakąskę, pozwalam sobie jeszcze na zaledwie jedną, najmniejszą kostkę czekolady dziennie (choć jak się wreszcie skończy, nie wiem, czy wezmę w sklepie nową). Zarzuciłem piątkową „Wyborczą” (program telewizyjny spisuję z Internetu), nie mogę zrezygnować z „Polityki”. U fryzjera byłem ostatnio w październiku. Kilka ciekawych polskich filmów w kinach (nawet za 8 zł), parę książkowych marzeń – nierealne…

Trwanie na marginesie, w poczuciu ciągłego wyrzeczenia, omijania. Najgorsze zaś, że nawet znalezienie pracy nic nie zmieni – zawsze będzie góra tysiąc kilkaset złotych pensji, z niej 85 czy 90% na mieszkanie, do tego narastająca wściekłość, wyczerpanie. Bez celu i osiągnięć, przyjemności, zupełnie po nic, sam sobie i jedyny winny…

   

                     „Za darmo jest tylko śmierć, a i ona kosztuje życie”

                        [Elfriede Jelinek, Pianistka. Przeł. R. Turczyn].

  

czwartek, 16 stycznia 2014
1346. Pierwszy zimowy dzień...

  

      

  

      

  

poniedziałek, 13 stycznia 2014
1345. Misery...

  

„Dawno temu, w czasach dziecięcej naiwności, wierzył, że jedyną istotną miarę stanowi inteligencja, więc jeśli tylko będzie dość bystry, osiągnie wszystko, czego zapragnie. Studia uniwersyteckie nauczyły go skromności. Dowiodły mu, że wcale nie jest najbystrzejszy – co to, to nie. A teraz stoi oko w oko z prawdziwym życiem, w którym nie ma nawet oparcia w egzaminach. W prawdziwym życiu potrafi chyba jedynie cierpieć. W tym przedmiocie wciąż jest prymusem. Wygląda na to, że umie ściągnąć na siebie istny bezmiar niedoli i jakoś jednak wytrzymać. Nawet gdy włóczy się po zimnych ulicach obcego miasta, nie zmierzając donikąd, po prostu łażąc, żeby się gruntownie umęczyć i po powrocie do wynajętego pokoju móc chociaż zasnąć, nie znajduje w sobie najmniejszej skłonności do załamania się pod jej brzemieniem. Niedola jest jego żywiołem, a on czuje się w niej jak ryba w wodzie. Gdyby niedolę skasowano, nie wiedziałby, co ze sobą począć.

Mówi sobie, że szczęście niczego człowieka nie uczy. Za to niedola opancerza go przed przyszłością. Niedola jest szkołą duszy. (…)

Ale niedola nie przypomina oczyszczającej kąpieli, lecz raczej brudną sadzawkę, a on z jej kolejnych przypływów wcale nie wychodzi bystrzejszy ani silniejszy, tylko jeszcze bardziej otępiały i oklapnięty. Na czym właściwie polega to oczyszczające działanie, które jej się przypisuje? Czyżby jeszcze nie dość głęboko zanurkował? Czy będzie musiał przekroczyć granice zwykłej niedoli, wypływając na wody melancholii i obłędu?”

                [John Maxwell Coetzee, Młodość. Przeł. M. Kłobukowski].

  

sobota, 11 stycznia 2014
1344. Albowiem prysły zmysły...

 

Od Nowego Roku jeszcze bardziej sam – za swoje na nieswoim, z przerażeniem wpatrując się w konkretny wreszcie termin. Bo przecież starczy ledwie do końca kwietnia, przy dużych i pełnych wyrzeczenia machinacjach może maja. Bo nie potrafi się odmienić przeznaczenia: osiąść, zarabiać dość, podmiotem być, a nie igraszką losu. Przez jakiś jeszcze czas oszukiwanie się, iluzja szczęścia-życia, zabawa w fotografię i zwiedzanie. Ale złudzenie w końcu pryśnie i trzeba spojrzeć w lustro – nie dajesz rady i nawet w miejscu największych szans jedynie czekasz końca…

  

                         „Teraz zniknęły wszystkie czary moje,

                         Teraz o własnych tylko siłach stoję;

                         Siły to słabe”

                                   [William Shakespeare, Burza. Przeł. L. Ulrich].

  

poniedziałek, 06 stycznia 2014
1343. Damned & Saved...

  

Chwilami – jakże tak naprawdę często, szczerze mówiąc – imaginuję sobie w swej dziecięcej naiwności rodzaj umowy, pakt, jaki zawieram z Bogiem, demonami, Panem ciemności, Fatum albo losem. Za siedem cyfr wyrzekam się połowy życia, tej jego części, co miałaby nastąpić po czterdziestce; godzę się z absolutną samotnością, bez-miłością, przyjmuję jeszcze większy ból, kalectwo, mogę nie zaznać nigdy, nie doświadczyć, nie próbować. Nie będzie łatwo, lecz to ma być ofiara, kontrakt coś za coś, uczciwy układ, gentlemen’s agreement. Dopiero później uświadamiam sobie, że przecież swoją część już dawno dałem darmo, czy raczej – rezygnuję z tego, czego i tak nie mam. Nie będzie rekompensat, odszkodowań, brak równowagi w świecie, dostają tylko ci, co mają, szczęście uśmiecha się do tych, co sobie radzą. Życie zmarnuję sobie bez płacenia, sam, na życzenie własne. Innego diabła nie ma…

  

„(…) na tym świecie nie można zbawić nikogo poza sobą, a Bóg zabawia się tymczasem, wydzielając skąpo żywność, ciepło i miłość, aby wykarmić sto istnień ludzkich pośród tłoczącej się wokół, pełzającej ciżby milionów potrzebujących. Jeden bochenek chleba i jedna ryba, które trzeba rozdzielić między pięć tysięcy nędzników – to Jego najlepszy żart”

             [Michel Faber, Szkarłatny płatek i biały. Przeł. M. Świerkocki].

  

21:34, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
piątek, 03 stycznia 2014
1342. Video meliora proboque, deteriora sequor...

  

Od początku roku żelazna dyscyplina: wstawanie jeszcze przed świtaniem, wielogodzinny spacer, czekanie na bezludny kadr, właściwy kolor nieba. Pogoda niezbyt dopisuje, ciało – choć przecież rekordowo ciepło – wciąż przemarza, sprzęt i umiejętności nie najlepsze. Ale to poświęcenie i cierpliwość, obsesja powracania, szukanie właściwej pory dnia i roku, oświetlenia – dopominają się nagrody, chwilami pozwalają otrzeć się o świetność

Jedyne, co mi sprawia radość, jest tym, co zgubi, odciąga od (szukania) pracy, nie da tu długo zostać

  

„(...) nie robił niczego z jakimś umiarem, lecz we wszystko, co przedsięwziął, wkładał dużo wysiłku, napięcia, zapału.

Jeśli więc kogoś lubił, miłość jego nie miała miary, jeśli nie znosił, opowiadał w sposób wielce tragizujący i pełen podrażnienia o nieszczęściach, których padł ofiarą z jego strony, i wyobrażał sobie inne. Jeśli miał jakieś zamiłowanie, nikt nie mógł przewidzieć, do jakiego stopnia przesady go doprowadzi”

                         [Michał Psellos, Kronika. Przeł. O. Jurewicz].

  

Archiwum
Tagi