~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
poniedziałek, 27 lutego 2006
46. Święto

  

To było tydzień temu.

Jeszcze pięć minut, dojeżdżam do domu, zaraz wysiądę i – już nigdy jej nie zobaczę?...

  

Tagi: kobiety
21:57, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
sobota, 25 lutego 2006
45. Obłęd

  

Nie przestanę. Nie wyrzeknę się.

Tamten dzień, ostatnie trzy lata i Ty. Tylko to wspomnienie, tylko to marzenie mi pozostało.

Jałowość mojego życia.

Jak długo można wytrwać w tym szaleństwie?

  

     …skazany jestem na to, by posługiwać się swą cielesną naturą celem zakończenia samemu sobie opowieści o tobie, a potem już tylko liczyć na własne zniknięcie…

                    [Vladimir Nabokov, Ultima Thule]

  

czwartek, 23 lutego 2006
44. To wszystko

  

Żałosne, prawda?...

  

środa, 22 lutego 2006
43. Mężczyzna

  

Jestem dziecinny, jestem słaby, jestem mazgajem.

Nie umiem tego rozegrać – nie umiem zawalczyć o nią, nie potrafię wykazać inicjatywy, nie umiem jej oczarować.

I czymże mógłbym ją zafascynować, co mam do zaoferowania? Milczenie?

Nie jestem dość męski – w tym stopniu, który każe postrzegać mężczyznę w określony sposób i określonych rzeczy od niego oczekiwać, – by kobiety zatrzymywały na mnie swój wzrok.

Kobiety i mężczyźni…

Zbyt dziewczęcy, nieśmiały dla jednych i zbyt wstydliwy, pełen zahamowań dla drugich. Od dwudziestu lat one i oni mijają mnie z uśmiechem politowania. A teraz rozmijam się – z nią…

  

Jesteś mężczyzną czy kobietą? – zapytano.

Odpowiedziałem – Jestem chłopcem.

  

Tagi: homo
18:47, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 20 lutego 2006
42. Cud

  

Nie mogę w to uwierzyć.

Jeszcze wczoraj: wspomnienie, marzenie, nadzieja na przyszłość – bez nadziei. A dziś – to, o czym tylko śniłem, co sobie setki razy wyobrażałem, czego skrycie pragnąłem, obawiając się zarazem – stało się.

Zjawiłaś się niespodziewanie, przejęłaś inicjatywę, odezwałaś się, mówiłaś, byłaś.

I cóż, że nie umiem rozmawiać z nieznanymi kobietami, nie umiem czarować i popadam w żenujące milczenie. Nic to – byłaś tak blisko, a ja mogłem patrzeć, słuchać, chłonąć…

Wyszedłem zapewne na głupca, ale co z tego. Może pierwszy raz w życiu się nie przejmuję. I chyba po raz pierwszy od dawna, od bardzo dawna, poczułem dziś radość, szczęście i spokój.

Na godzinę wszystko poza nami przestało istnieć.

Jest noc – ale jakże można spać?...

  

23:53, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
niedziela, 19 lutego 2006
41. Wspomnienie dziewczyny

   

                    Bo są kobiety z ziemią spokrewnione

                    I każdy krok ich – to rozgłośne łkanie.

                    Żegnać umarłych i witać wskrzeszonych,

                    Gdy z grobu wstają – to ich powołanie.

                    Czułości żądać od nich to występek,

                    Rozstać się z nimi – to ciężar nad siły.

                    Dziś – anioł, jutro – czerw z głębi mogiły,

                    Pojutrze – tylko zarysy rozwiane.

                    Co o krok było – będzie niedostępne,

                    A kwiaty nieśmiertelne. Niebo obojętne.

                    A to, co będzie – jest nam tylko obiecane”.

                                   [Osip Mandelsztam. Przeł. S. Barańczak]

    

czwartek, 16 lutego 2006
40. Nie wiem

  

Naprawdę nie wiem…

  

niedziela, 12 lutego 2006
39. Dlaczego?

  

Jak do tego doszło? Co o tym zadecydowało?

Nieśmiałość? Duma? Inne zainteresowania, niepozwalające uczestniczyć w powszechnych rozrywkach? Skłonność do milczenia i obserwowania? Dziewczęcy wygląd? Delikatność? Subtelność uczuć?

Dlaczego mnie tak wcześnie odrzucono, ignorowano, lekceważono, wyśmiewano, posądzano o „to”, raz na zawsze zdefiniowano i postawiono poza nawias, nie rezygnując przy tym z wykorzystywania mojej dobroci i chęci pomagania, doradzania innym?

Jak do tego doszło, że się na to godziłem przez lata, dałem się zamknąć w tej skorupie, w tej klatce, że zacząłem wreszcie grać tę rolę, jaką mi narzucono, potwierdzając niejako wszystkie podejrzenia wobec mnie i nabierając wątpliwości co do własnego ja, mojej tożsamości, do wszystkiego, co stanowi – o mnie.

Dlaczego nigdy się mną nie zainteresowano? Zachwycano się urodą, chwalono inteligencję, ale dlaczego nie próbowano podejść bliżej?

Jak do tego doszło, że zostałem sam, że zawsze byłem sam, że zawsze sam będę?

Że nie znajduję zrozumienia. Że nie ma nikogo, z kim mógłbym porozmawiać. Ot tak, zwyczajnie, po prostu, o niczym. Nie ma nikogo, do kogo mógłbym się odezwać. Nikogo.

Dlaczego?

  

Przyczyną tego była częściowo pewna nieśmiałość w sprawach seksualnych, właściwa niemal wszystkim jedynakom, przede wszystkim jednak szczególny rodzaj jego predyspozycji umysłowych, bardziej skrytych, silniejszych i mroczniej zabarwionych niż u jego przyjaciół, które trudniej się też ujawniały.

          [Robert Musil, Niepokoje wychowanka Törlessa. Przeł. W. Kragen]

    

piątek, 10 lutego 2006
38. Cisza

  

Jakże ja pragnę ciszy. Zgiełk mnie męczy, irytuje, pobudza agresywnie. Nawet głos ludzki jest mi wstrętny.

Wyłączyć się zupełnie. Rozpłynąć. Zniknąć.

  

wtorek, 07 lutego 2006
37. Apokalipsa

  

To nie był pogrzeb. To był Sąd Ostateczny.

Śnieg po kolana, deszcz, wiatr, przeraźliwe zimno.

Jakby wszystko się sprzysięgło przeciw nam. Jakby niebo waliło się na głowy. Jakby cały świat dawał upust swojej rozpaczy.

W takich okolicznościach przyrody wszelkie łzy były zbędne…

  

Tagi: rodzina
22:52, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 06 lutego 2006
36. Śmierć

  

Śmierć w rodzinie. Jutro pogrzeb. Cóż tu można powiedzieć…

  

                    Wśród wielu zajęć

                    bardzo pilnych

                    zapomniałem o tym

                    że również trzeba

                    umierać

  

                    lekkomyślny

                    zaniedbałem ten obowiązek

                    lub wypełniałem go

                    powierzchownie  

  

                    od jutra wszystko się zmieni

  

                    zacznę umierać starannie

                    mądrze optymistycznie

                    bez straty czasu

                                   [Tadeusz Różewicz, Wśród wielu zajęć].

     

A przecież nie zapomniałem.

Zabrzmi to może niewiarygodnie, ale od zawsze czułem śmierć przy sobie, widziałem ją wokół siebie. I akceptowałem. Schylałem przed nią głowę z szacunkiem. Czekałem na nią.

Dlatego nie umiem rozpaczać. Nie płaczę.

Zdaje się – nic nie czuję. I to dopiero jest straszne.

Straszne, że od lat niemal nie odwiedzałem babci, nie byłem przy niej w ostatnich dniach. Że nie czuję więzi ze swoją rodziną. A jeśli nawet z rodziną nie – to z kim?

  

piątek, 03 lutego 2006
35. Duszno...

  

Długi, męczący, wietrzny, mokry, gorący, spocony, kaszlący, nudny, niepotrzebny, milczący, smutny, trudny, głodny, czekający, obładowany, tłumny, nieśmiały, żenujący, brudny, zachlapany dzień.

I takież życie…

  

Duszno mi. Duszę się. Moja dusza…

  

21:34, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
Archiwum
Tagi