~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
czwartek, 28 lutego 2013
1227. Z cyklu: Przeczytane (XIV) - Luty...

  

1. Sheila Fitzpatrick, Życie codzienne pod rządami Stalina. Rosja radziecka w latach trzydziestych XX wieku. Przeł. J. Gilewicz, Kraków 2012;

2. Elżbieta Janicka, Festung Warschau, Warszawa 2011;

3. Filip Springer, Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL-u, Kraków 2011.

  

Tagi: książki
22:12, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
niedziela, 24 lutego 2013
1226. Wystawa (VII) - „Amen” i „Czterdzieści i cztery”...

  

Nie udało się w żaden z czwartków, gdy darmowy wstęp, wybrać na wystawę prac Maurizio Cattelana „Amen” w Zamku Ujazdowskim. A teraz już za późno, dzisiaj finał. Zabrakło też determinacji w inne dni, choć wola to zobaczyć była. Mówi się „na żywo”, co brzmi nieco przewrotnie w tym kontekście. Realizm w stylu gabinetu figur woskowych (dwa labradory, strzegące pisklaka między nimi: jeden wypchany, drugi syntetyczny – nie do odróżnienia). Sacrum, cierpienie, śmierć (koń zdychający pod tabliczką „INRI”; bliźniacze sobowtóry ich autora spoczywające obok siebie w łożu śmierci, kobieta „ukrzyżowana” w skrzyni). Pamięć o skandalu w Zachęcie z „Dziewiątą godziną” w 2000 (Jan Paweł II przygnieciony meteorytem) – brak większej sensacji teraz. I to, co najciekawsze – Hitler w bramie na Próżnej pod czternastką. Tam, gdzie jedyne zachowane po obu stronach ulicy pierzeje warszawskiego getta. Co jak wyrzut sumienia, zarazem zaś triumf ocalenia nad zagładą. Gdzie też żydowskie twarze pośród płomiennej cegły. A on na kolanach, w geście modlitewnym; klin w naszą historyczną wyobraźnię. Pokonany przez te ruiny, upokorzony przez ofiary. Błaga o przebaczenie? Czy diabeł może być zbawiony? Pierwszy raz taka dla mnie okazja zetknięcia ze sztuką współczesną, w której tak wiele obok efektowności treści, tyle przewrotnych pytań. Zwlekałem wciąż, w efekcie ominąłem. I odpuść nam nasze winy… Kocham Warszawę też za tę wielość szans, jakie pozwala mi marnować…

A przecież trafiam równo przed miesiącem na urodzinowy („Czterdzieści i cztery”) przegląd twórczości Piotra Uklańskiego do Zachęty. Interesuje mnie zaledwie jedna instalacja – połączenie „Nazistów” (2000) i „Dance Floor” (1996), do tego styropianowy orzeł jak wykrzyknik. Bo przecież „Polska Über Alles”. Taneczny podświetlany parkiet, cytat z nocnego klubu, pulsuje w ostrym rytmie do mocnych brzmień z głośników. Na ścianach twarze-fotosy w mundurach SS i Wehrmachtu; bohaterowie zbiorowej wyobraźni – Eastwood, Belmondo, Ford – Olbrychski, Moore, Tichonow – Sharif, McDowell, Bogarde – von Sydow, Englert, Neeson. Sprężyści, uwodzący, eleganccy. Wkład Niemców w drugą wojnę – najseksowniej ubrani żołnierze w dziejach świata. Przeklęci, odrzuceni – popkulturowo oswojeni: coraz to nowe filmy, nasi kochani chłopcy. Estetyzm zbrodni, uwodzicielska moc idei, patriotyzm podszyty erotyzmem. Doprawdy, oszałamia kicz tego zestawienia – muzyka dudni, aż chciałoby się tańczyć. Uwieczniam, zanim tutejszy kapo surowo mnie upomni…

  

      

  

W innych zaś salach namiot-macica z hipisowskich tkanin, obrazy spływające krwią, bazgroły dziecka z psychoanalitycznym komentarzem. W ostatniej wreszcie sobowtóry gwiazdek, polityków w scenach porno – kurwienie się dla sławy celebrytów, współczesność opętana seksem. Ciekawe, na swój sposób trafne, obrzydliwe. Cała wystawa to imaginarium obsesji i zgrywy. Kryzys wieku średniego (?) artysta bierze w nawias. Na pożegnanie i tak mówi „chuj wam w dupę”…

  

piątek, 22 lutego 2013
1225. „Ty ustaw się na nie i cała wstecz!”...

     

Inni nad rozstaniami płaczą, bo nagle kończy się ich „teraz”, zmienia we „wczoraj” – szukać nowego trzeba, zaczynać od początku już z kimś innym. Ja zaś rozpaczam, bo utraciłem „jutro” – każde niepowodzenie uczuć zamyka moją otwartość na kolejne. Nic się nie wydarzyło, więc potencjalne też nie ma już szansy się dokonać. I tak jak w życiu chodzi o jakiś przyszły cel („co będzie”), tak moje staje się odmową, skupieniem na tym, co nie wróci („było”)…

  

„Tak oto dążymy naprzód, kierując łodzie pod prąd, który nieustannie znosi nas w przeszłość”

  [Francis Scott Fitzgerald, Wielki Gatsby. Przeł. A. Demkowska-Bohdziewicz].

  

wtorek, 19 lutego 2013
1224. Non possum...

  

„– Nie umiem wyrazić tego, co bym chciała – ciągnęła Naoko. – Ostatnio ciągle tak jest. Staram się coś powiedzieć, ale do głowy przychodzą mi tylko nieodpowiednie słowa albo całkowicie różne od tych, które mam na myśli. Próbuję sama się poprawić, lecz wychodzi tylko gorzej. Tracę wątek. Tak jakbym była rozszczepiona na dwie i sama ze sobą bawiła się w berka. Pośrodku jest wielki słup i gonimy się wokół niego. Tamta druga ja zawsze zna właściwe słowa, lecz ta ja nigdy nie może tej drugiej złapać”

                               [Haruki Murakami, Norwegian Wood.

                           Przeł. D. Marczewska i A. Zielińska-Elliott].

  

23:53, alexanderson , Wierszo- / blogopisanie
Link
piątek, 15 lutego 2013
1223. Le Voyeur (II)...

  

Pracuje w ministerialnej stołówce „na zmywaku”. Co chwila musi wyjść do sali głównej, by zabrać wózek, na który klienci po konsumpcji odkładają swe talerze. Czasem na szybko sprawdza coś w telefonie. Wydaje się raczej cichy, młodszy ode mnie o jakieś dziesięć lat; ubiera się na czarno, choć kurtkę ma pstrokatą. Typ chłopięco-słodki, jakiego nie dane mi spotykać i poznawać… Staram się siadać przy którymś z pierwszych stolików, tak żeby widzieć kuchnię. Zerkam nieśmiało, nic więcej nigdy się nie zdarzy. Najczęściej, żeby oszczędzić, na obiad biorę jedynie zupę – a przecież i tak wychodzę stamtąd nasycony

  

„– Jak może wyglądać jego życie seksualne?

– Jego życie seksualne? – zaśmiał się Jean-Marc. – Nijak, nijak! Marzenia!”

                      [Milan Kundera, Tożsamość. Przeł. M. Bieńczyk].

   

23:58, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
poniedziałek, 11 lutego 2013
1222. Dziwne materii pomieszanie...

  

Parkowo-leśne wędrówki w dniach ostatnich. Śnieg oblepiający drzewa, najmniejsze gałązeczki. Niebo nad głową sine, chwilami niemal czarne. Popołudniowe wychynięcia słońca – kulistość zimna jak księżyc o poranku. A w dole wszystko w bieli, wszystko inne, przykryte czymś wydobywającym drugie twarze. Świat znów na opak – swój negatyw. Uboższy, wydestylowany, cichszy, lepszy…

  

sobota, 09 lutego 2013
1221. Kraina Śniegu (I) - Park Ujazdowski...

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

środa, 06 lutego 2013
1220. Last Action Hero (I)...

   

Najlepsze, najcudowniejsze, co mnie mogło spotkać; przyjaźń, na jaką się czekało całe życie – pierwszy raz tak dobrze z kimś u boku, pierwszy raz z drugim człowiekiem tak w ogóle. Tylko te sporadyczne okazje spotkaniowe, przed rodzicami lęki, nauka rozmawiania… Myślałem, że jest czas, że kiedyś wreszcie, na spokojnie, u mnie – latami musiałem na Nią się otwierać. A teraz trawię lata na nieodżałowaniu, bo już nikt tak mocno, bo i ja nikogo…

  

„Olga jest tak łagodna i kochająca, Olga go naprawdę kocha, powtarzał sobie z rosnącym smutkiem, nabierając pewności, że niczego już między nimi nie będzie, że niczego między nimi nie może już być; życie daje czasem człowiekowi szansę, ale jeśli jest się zbyt tchórzliwym lub niezdecydowanym, aby z niej skorzystać, życie zaczyna od nowa rozdawać karty; jest taki moment, kiedy można coś zrobić, aby zdobyć szczęście, ten moment trwa kilka dni, czasem kilka tygodni, a nawet miesięcy, ale następuje on raz i tylko raz, nie można do niego wrócić, brak już miejsca na entuzjazm, na pewność siebie i wiarę, pozostaje jedynie łagodna rezygnacja, wzajemna i pełna smutku litość, niepotrzebne, a zarazem słuszne poczucie, że coś mogło się zdarzyć, nie okazaliśmy się po prostu godni daru, jaki został nam ofiarowany”

               [Michel Houellebecq, Mapa i terytorium. Przeł. B. Geppert].

  

niedziela, 03 lutego 2013
1219. Scrivere è pensare, vivere, pregare...

  

Nie chodzi o brak słów, ale tematów. Zostały ledwie trzy – poczucie winy, wstyd, tęsknota – odkąd zaczęłaś się oddalać. Nie modlę się już o odmianę losu, nie czekam żadnych darów. I tak jak przyzwyczaja czas, że życie się skończyło, tak i odbiera chęć, żeby cokolwiek tworzyć

   

„(…) słabość pisania najczęściej świadczy o wypaleniu się uczuć, a śmierć nieodmiennie wdziera się tam, gdzie brakuje miłości”

             [Jurij Andruchowycz, Dwanaście kręgów. Przeł. K. Kotyńska].

   

Archiwum
Tagi